Narracja pierwszoosobowa ( Eiji )
***
Minął już tydzień odkąd widziałem Toshiro. Powróciła ta sama, smutna, nudna rzeczywistość. Nienawidzę siedzieć w tym dużym domu...sam...bo mama musiała aktualnie jechać w delegację. Dlaczego nie mogli mnie zostawić w Tokio? Z chęcią zostałbym tam jeszcze parę dni...najlepiej na zawsze...ale..przecież tego im nie mogę powiedzieć, prawda?
W kółko przerzucałem kanały w telewizji, nawet nie patrząc czy jest coś ciekawego. Nie interesowało mnie to. Nudziłem się. Miałem ochotę pograć w nogę, ale...samemu nie jest tak samo jak we dwoje.
Idę na spacer. Nie interesuje mnie, że jest już 2:00 w nocy. Ojciec powinien już dawno wrócić. Pewnie ZNOWU miał coś pilnego do załatwienia.
Założyłem na siebie granatowo-białą bluzę, ulubione trampki i wyszedłem z domu. Oczywiście zabrałem klucze. Jeszcze by tego brakowało, że musiałbym spędzić noc, siedząc przed drzwiami i czekając, aż ojciec raczy się łaskawie zjawić.
Szedłem długą uliczką w parku. Uwielbiałem to miejsce, chociaż przyznam, że tokijski park, który pokazał mi Toshiro był o niebo ładnieszy. Tarcza księżyca oświetlała mi drogę i pozwalała dostrzec najpiękniejsze a zarazem najdziwniejsze rzeczy. Straciłem rachubę czasu. Zaszywałem się w najdalsze zakamarki tego miejsca. Teraz byłem w środku........lasku? Taa to chyba był malutki lasek. Wyszedłem z niego i znalazłem się w środku jakiegoś kręgu. Nigdy nie zauważyłem tego miejsca, pomimo że przecież chadzałem w najróżniejsze strony parku. Czyżbym zabłądził? To niemożliwe.
Nagle w prowizorycznym lesie , zaczęło się coś poruszać.
Zajebiście. Jeszcze tego brakowało, żebym został zjedzony przez jakieś dzikie zwierzę w środku nocy, w nieznanym miejscu...
Zza drzewa zaczęła się wyłaniać jakaś postać.
Ty, to nie jest zwierzę...O! Jeszcze lepiej. Zostanę zjedzony przez człowieka. Może wampira, wilkołaka...Zaraz...o czym ty do jasnej cholery myślisz. Czy ten księżyc ci rozum odebrał?...
Zacząłem poruszać się w stonę owej postaci. Nie mam pojęcia dlaczego. W jednaj chwili usłyszałem podobny szum, tyle że po mojej prawej stronie. Postanowiłem sprawdzić najpierw co kryje się obok mnie. Podszedłem do niewielkiej kępki zarośli. Odgarnąłem je na boki, a moim oczom ukazał się.... mały biało-rudy kotek. Odetchnąłem z ulgą.
- Co ty tu robisz o tej porze mały? - uśmiechnąłem się do niego. Natomiast on, uciekł w zastraszającym tępie, gdy tylko spojrzał w moją stronę. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Poczułem gorący oddech na swojej szyi.
Zajebiście, zajebiście, zajebiście....Zginę marną śmiercią. Na co mi było iść na ten spacer!!!
Zacząłem powoli wstawać. Może jednak to tylko przywidzenia. Moja wyobraźnia płata mi figla? Podnosiłem się wręcz ślimaczo.
Policzę do 3 i zacznę uciekać ile sił w nogach. Może to tylko złudzenie, ale jednak nie chcę ginąć. Chce jeszcze trochę pożyć. Mam tylko 16 lat!...
Okey...
3...
2...
1...
Teraz!
Tak jak zaplanowałem zacząłem uciekać. Jendak ten oddech nie był złudzeniem. Teraz to sobie uświadomiłem, postać biegła za mną cały czas. Niestety nie tą samą drogą, tylko w środku lasu. Nawet nie wiedziałem gdzie jest. Słyszałem jedynie szelest liści i dźwięk łamanych gałęzi leżących na ziemi.
BIegłem przed siebie. Nie wiedziałem dokąd, byleby jak najdalej od tego miejsca i dziada jak podejrzewam...
Skręciłem w szeroką uliczkę. Miałem nadzieję, że prowadzi ona do placu zabaw, albo jakiegoś innego miejsca w parku, byleby nie do kolejnej serii drzew, krzewów i tym podobnych.
Po kilku sekundach. Tak właśnie...sekundach, znalazłem się na brzegu niedużego stawu.
Boże! Będę musiał go przepłynąć...
Zrezygnowany wskoczyłem do wody. Modliłem się w duszy aby ten gościu nie potrafił pływać. Niestety moje modły nie zostały wysłuchane. Mężczyzna wskoczył do wody i płynął bardzo szybko. Wytężyłem resztki sił i popłynąłem najszybciej jak umiałem. Gdy dotarłem do brzegu, ponownie zacząłęm biec. Paliło mnie w płucach, a nogi odmawiały mi posłuszeństwa..........Przewróciłem się. Momentalnie się odcknąłem. Wznowiłem swój szaleńczy bieg. Nie miałem pojęcia gdzie tak na prawdę zmierzam. Byleby uciec od tego świra jak najdalej.
Czułem, że tracę siły...
Błagam nie teraz!
Mimowolnie zacząłęm płakać. Szlochałem i biegłem przed siebie. Nagle przede mną ukazł się...ON! Nie mam pojęcia jak udało mu się to zrobić. Czyżby sie teleportnął? Wpadłem wprost w jego ręce. Zacząłęm się szamotać, wierzgać, bić go pięściami. Niestety był silniejszy. Trzymał mnie w górze. Nie czułem podłoża pod nogami. Wisiałem. Jego świdrujące oczy lustrowały mnie od góry do dołu. Z buzi śmierdzało mu niemiłosiernie. Nagle upadła mu...chyba butelka...oczywiście... ŻUL! Postanowiłem wykorzystać tę sytuację. Kopnąłem go z całej siły w twarz. Przewrócił się na ziemię. Szybko uwolniłem się i ponownie zacząłem uciekać. Matko ile jeszcze tego uciekania...
Skręciłem w uliczkę prowadzącą do mojego domu. Fakt nie była to najkrótsza droga, ale zawsze jakaś. Biegłem, biegłem i biegłem, aż w końcu dotarłem do bramki. Przeskoczyłem ją, a następnie w momencie znalazłem się w środku. Zamknąłem drzwi na klucz.
- Yh..... - odetchnąłem. - Nareszcie! Już myślałem, że nie dane mi będzie dożyć nawet 20-stki.
Postanowiłem się wykąpać. Śmierdziałem potem, brudną wodą i oddechem tego śmiecia. Wiem, nie powinienem wyrażać się tak o ludziach, ale jego inaczej nazwać nie mogłem.
Zamiast kąpania, wziąłem długi prysznic. Gorąca woda podziałała na mnie uspokajająco. Do tego jeszcze ten czekoladowy płyn, który polecił mi Toshiro...mógłbym tak całe życie.
Po 2 godzinach wyczołgałem się z łazienki. Postanowiłem napisać e-mail'a do Toshiro , w którym opowiem mu całą historię. W końcu musiałem komuś się wyżalić. Rodzicom....nieeeee.....nie miałem ochoty im tego mówić. Najlepszą osobą wydał mi się właśnie zielonooki. Usiadłem na kremowej, skórzanej kanapie stojącej w salonie, wziąłem laptopa na kolana i zacząłem pisać:
Ohayo!
Przepraszam, że zwracam się z tym do Ciebie ale wydaje mi się, że to właśnie ty jesteś najlepszą osobą, której mógłbym się zwieżyć. Jeżeli nie chcesz czytać moich wypocin, po porstu skończ tutaj. Natomiast jeżeli chciałbyś mi jakoś pomóc będę Ci ogromnie wdzięczny.
A więc...
Jest mi tak okropnie źle, smutno. Nie mam ochoty już żyć. Matka z ojcem jak zwykle pracują. Nie widuję ich praktycznie wcale. Siedzę sam w tym wielkim domu. Dzsiaj wybrałem się na spacer... W nocy. Wiem, że to było głupie, ale po prostu chciałem oderwać się od szarej rzeczywistości. Niesety zgubiłem się.. Wiem, że to śmieszne, bo przecież znam moje okolice bardzo dobrze, ale to prawda. Zgubiłem się. Znalazłem się w jakimś okręgu, w środku lasu. Później znalazłem kotka...Takiego malutkiego, ślicznego kotka. Niestety czegoś się wystraszył....a raczej kogoś. Zacząłem uciekać, przed jakimś okropnym facetem. Gonił mnie do samego domu. Udało mi się wyrwać z jego 'szponów', że tak napiszę, ale wciąż martwię się, że on może wrócić. Wiem, nie jestem malutki, ale to było straszne przeżycie. Chciałbym wrócić do Tokio. Zamieszkać gdzieś niedaleko Ciebie... Ja tu już wariuję Toshiro....
Eiji
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz