Tak wiem, wiem przepraszam długo mnie nie było. Zwalę winę na szkołę i nauczycieli. Tak będzie najlepiej. Rozdział jest baaaardzo krótki. Wręcz nie powinnam go tu publikować, ale chciałam dać znam życia. Zmobilizowałam się i przepisałam z zeszytu. Kawałek ucięłam więc jest nudny. Kolejny postaram się dodać jak najszybciej.
Przed chwilą była u mnie babcia i zaczęła mi mówić, że jestem uzależniona jak narkomani O.ó
***
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
Wracając z plaży czułem się bardzo dziwnie. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie doznałem. W jednej chwili byłem sam, a w drugiej miałem już czworo przyjaciół. Prawdę mówiąc Eiji'ego nie nazwałbym tylko przyjacielem. Był dla mnie kimś więcej. Po pierwsze kochałem Go, a po drugie rozumiał mnie. Sądzę, że jako jedyny. Chociaż... ta trójka rodzeństwa, którą dziś poznałem pewnie niedługo mnie rozgryzie. Ale Eiji jest wyjątkowy. Jedyny w swoim rodzaju.
- Toshiro...-odezwał się Eiji, kiedy siedzieliśmy już w pociągu.
- Hm?
- Jak myślisz. Powinienem się już pakować?
- Dlaczego pytasz tak nagle? - zdziwiłem się.
- Um...no wiesz rodzice niedługo wracają, a nie chcę żeby się rozmyślili. - tłumaczył się trochę...zawstydzony?
- Nie rozmyśla się. Na pewno, ale skoro czujesz potrzebę zebrania swoich manatków i poczekania, aż tylko rodzice wrócą żeby wynieść się ze mną w moje skromne progi, jestem gotowy Ci pomóc. Newet w tej chwili, chociaż nie masz nic przy sobie oprócz plecaka, koca i tych obrzydliwie słodkich różowych kąpielówek, które na mojej zgrabnej pupci wyglądały zadziwiająco zjawiskowo. - uśmiechnąłem się szeroko, a on parsknął śmiechem. Śmiał się tak bardzo, że prawie zsunął się z siedzenia na podłogę. Nie sądziłem, że moja wypowiedź, aż tak go rozbawi. Od kiedy stałem się taki...rozgadany? Nie wiem, czy to dobre słowo. Fakt faktem na plaży też dużo rozmawiałem, ale...to nie to samo co z Eiji'm. Tylko przed nim mogłem się otworzyć i pokazać jaki jestem. Być może nowi znajomi niedługo również dostąpią tego zaszczytu. Nie wiem, nie potrafię stwierdzić, czy będę potrafił im zaufać w tak dużej mierze, aby pokazać się w całości. Dowiem się z biegiem czasu. Eiji jest kiś innym, kimś wyjątkowym. Może dlatego czuję do niego coś więcej niż tylko przyjaźń bądź rodzinną więź? Niestety pozostaje jeszcze ta kwestia. Pewnie miłość jaką go darzę nigdy nie zostanie odwzajemniona. Właśnie takie jednostronne uczucie boli najbardziej. Ale co to dla mnie? Od kiedy sięgam pamięcią cierpienie jest moim kompanem. To dlatego unikam jakichkolwiek kontaktów. Życie jakie prowadziłem dotychczas było dla mnie pewnego rodzaju tarczą ochronną. Nie pamiętam czemu ona miała służyć. Była i już. Aż do teraz. Ciepło o przyjaźń Eiji'ego rozbiły ją na miliony małych kawałeczków. Blondyn stał się nieodwołalnie częścią mojego życia. Ba. Śmiem sądzić, że nawet częścią mnie. Chyba nie będę mógł się bez niej obyć. Gdybym nawet próbował oderwać ją od siebie, pozostałaby mi po tym ogromna blizna, która nigdy by się nie zagoił, a ból jaki bym odczuwał równałby się bólem człowieka obdzieranego ze skóry. Nie mogę dopuścić, żeby odszedł. Nie interesuje mnie to, że mamy po 17 lat i niedługo nasze drogi się rozejdą. Nauka potrwa jeszcze trochę i mam nadzieję, że Eiji nie pomyśli o przeprowadzeniu się do internatu. Nie chcę nawet o tym słyszeć. Nigdy się na to nie zgodzę. Eh...za 2 dni wracają rodzice. Eiji ma rację jeśli chodzi o to pakowanie. Jutro mamy się jeszcze spotkać z Harumi, Mayu i Koichi'm. Na pakowanie zostały nam najprawdopodobniej tylko te dwa wieczory. Spojrzałem na Eiji'ego. Wciąż się śmiał. Tak długo? To co powiedziałem było, aż tak śmieszne? Może zostanę komikiem?
-y,y,yyyyyy...Toshiro. Hyhyyy. - powiedział śmiejąc się lekko. Na policzkach widniały mokre ślady łez. Rozśmieszyłem go aż do tego stopnia? Niemożliwe.
- Pomogę Ci. Dzisiaj spakujemy jedną część, czyli hm...sądzę, że najpotrzebniejsze Ci rzeczy typu jakieś książki, słowniki, czy inne, bo ubierać się jeszcze będziesz jak sądzę, chyba, że masz zamiar chodzić w samych bokserkach. Jutro przygotujesz sobie ubrania na kolejny dzień, a te ' brudne' wrzucisz do podręcznej torby czy coś. - Eiji zdziwił się trochę moją nagłą zmianą tonu.
- O..oczywiście. Dziękuję. - uśmiechnął się delikatnie.
- Ej! Dlaczego jesteś taki...smutnawy? Przecież przed chwilą byłeś taki wesoooły.
- E, ym... - zaciął się. - Trochę zdziwiła mnie twoja zmiana tonu.
- Nie przejmuj się, zawsze jestem poważny kiedy coś planuję. Może to być dla Ciebie dziwne, bo przecież nigdy nic z nikim nie planowałem. - uśmiechnąłem się szczerze.
- Dziękuję. - szepnął.
Byliśmy na miejscu. Wziąłem plecak Eiji'ego i zacząłem kierować się ku wyjściu. Po opuszczeniu pociągu postanowiliśmy iść jeszcze do kawiarni, którą tak zachwalał blondyn. Czemu nie?
- Toshiro...chcesz coś do kawy? - zapytał kiedy przeglądałem menu.
- Hm...no nie wiem, a co tu mają dobrego stały bywalcu?
- Sernik jest tu wyśmienity. - odparł z dumą.
- W takim razie poproszę ów wyśmienity sernik. tym razem skierowałem słowa do kelnera.
- 2 razy. - dodał szybko chabrowooki.
- Oczywiście. - kelner zabrał menu, ukłonił się delikatnie i poszedł po nasze zamówienia.
***
Klio doczekałaś się? xD
insaeng-eun yeoljeong-ida
wtorek, 9 października 2012
wtorek, 14 sierpnia 2012
Rozdział X
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
Na pociąg nie musieliśmy czekać długo. Po zaledwie 15 minutach siedzieliśmy już w czerwonych, wygodnych fotelach. Żałowałem, że nie wziąłem gitary. Nie grałem już ponad 2 tygodnie. Niestety na razie grać i tak nie będę mógł.
- Toshiro?
- Hm?
- Wziąłeś kąpielówki?
- No jasne.
- Aha.
- Nie mów, że nie wziąłeś. - zacząłem się smiać.
- No pewnie, że wziąłem. - powiedział to trochę niepewnie.
- Ale? - powiedziałem zadziornie.
- Ale nie ten kolor.
- A jaki wziąłeś?
- Nie ważne.
- No pooooooowiedz... - zobiłem słodką minkę. - Przecież się nie będę śmiał. Jak chcesz to pierwszy Ci powiem.
- No to powiedz.
- Ja mam....uwaga uwaga. CZARNE! - zamachałem teatralnie rękoma. - Teraz ty. - wytknąłem język.
- ...
- Jakie? Bo nie dosłyszałem.
- Różowe!
- O. haha. - zasmiałem się. - I to o to chodziło?
- Noo...chopak w różowym stroju kąpielowym?
- I co w tym takiego dziwnego? Popatrz na tych wszystkich pływaków.
- Ale oni mają przeważnie czarne stroje.
- Aaaaa! Nie prawda!. Bo wczoraj jak poszedłeś do łazienki, a ja sprzątałem, to jeden z pływaczków wystroił się w takie żarowiasto-różowe gacie. -wyszczeżyłem się.
- Ale to wiesz...gwiazdy i w ogóle.
- Ty też jesteś gwiazdą. A teraz nie marudź, bo od pływania się nie wymigasz. - wytknałem na niego wskazujący palec. - Zrozumiano?
- Wiesz co?
- Co.
- Czasem jesteś gorszy od moich rodziców.
- No wiem.
- Ale w wielu rzeczach jesteś lepszy.
- W jakich na przykład?
- Nie zostawiasz mnie samego.
- Ah...
- Jesteśmy na miejscu. Chodź. - złapał mnie za rękę a mi zrobiło się, jak zwykle gorąco.
Po wyjściu z pociągu skierowaliśmy się prosto na plażę. Dzień był bardzo ciepły. Wręcz upalny, dlatego taki odpoczynek dobrze nam zrobi.
- Eiji...
- Hm?
- Wskakuj w kąpielówki.
- Ani mi sie śni.
- No jak to? Przyjechałeś tutaj pociedzieć na piasku? Równie dobrze mogłeś iść do piaskownicy.
- Na pewno nie w tym różowym świństwie.
- To dlaczego nie wziąłeś innych?
- Dlatego, że spieszyłem się i nie spojrzałem na kolor. A one leżały obok niebieskich.
- I wszystko jasne. Ale...w takim bądź razie, dlaczego kupiłeś różowe? Nie mów, że znowu się pomyliłeś?
- Nie. Nie pomyliłem się. - wytknął mi język. - To prezent od babci. Wiesz...ból, że nie ma jedynej wnusi cały czas odbija się na moich prezentach. A dlaczego? Bo do mnie ma najbliżej i za każdym razem kiedy przyjeżdża, kupuje mi coś. Od pozytywki po własnie różowe gacie.
- Uuuu...znam to uczucie.
- No ale co. Przecież nie powiem do niej ' Babciu przywoź mi MĘSKIE prezenty, albo wcale'. To by ją kompletnie załamało.
- No taak...Eh...dobra. Daj te gacie. Ja je założę...
- Na serio? - momentalnie się rozpromienił.
- Ano. Skoro mam pływać sam. Poświęcę się.
- Ah! Jesteś wspaniały!. - zaczął podskakiwać jak mała dziewczynka, która właśnie dostała ogromnego lizaka, albo nastolatka, która znalazła na wyprzedaży jakąś modną torebkę.
- No wiem, wiem. - uśmiechnąłem się. Patrzyłem na niego i nie dowierzałem, że jest ten to sam chłopak, którego widziałem 5 lat temu. To było niemożliwe. Tak radykalna zmiana może nastąpić chyba tylko w filmach. A jednak. Cieszy mnie to. I to bardzo.
Pomimo tak ładnej pogody było stosunkowo mało ludzi. Malutkie grupki osób porozrzucane po całej powierzchni, czyniły plażę jeszcze większą niż w rzeczywistości była. W sumie cieszyłem się z takiej frekfencji. Nie zawsze zdarzało mi się paradować w takich ubraniach. W takim ubraniu, prawdę powiedziawszy. Moją uwagę przyciągnęło troje nastolatków. A dokładniej dwie dziewczyny i chłopak. Rodzeństwo? Nie byłem pewien. Jedna z nich, długowłosa, szczupła brunetka z rudą grzywką, jak przypuszczam dopinaną, ale kto tam wie, robiła na piasku najróżniejszej trudności akrobacje. Natomiast druga, siedziała na żółtym kocu wraz z chłopakiem i obserwowała wyczyny siostry jak mniemam. Ta również miała długie, ciemne włosy, oraz grzywkę, w tym samym kolorze. Co wszyscy rzucają się na te grzywki? Ale co ja się czepiam. Przecież sam również mam takową. Natura nie poszczędziła dla niej niczego. Figurę miała wręcz idealną. Jej czerwony strój kąpielowy rzucił mi się w oczy. Był bardzo ładny. Krojem podobny do stroju akrobatki, ale jej był w odcieniach pomarańczu. Dlaczego zważam na takie rzeczy? Przecież to mój blonadsek miał paradować po plaży w różowych gaciach, gdyby nie moja wspaniałomyślność, aby mu tego oszczędzić. W sumie...to chętnie bym go w tym zobaczył. A tym czasem, to ja będę brany na języki. Nie wiem jakie to wyzwiska popłyną w moją stronę z falami wody, ale na pewno nie obejdzie się bez ' haha patrzcie. pedał w różowych gaciach.', ale czy dużo sie pomylili? Ani troszkę. W końcu jestem pedałem. Ah...wciąż w to nie wierzę. A jednak. A więc... ten chłopak, miał włosy mniej więcej tego samego koloru co jego towarzyszki. Dobrze ułożone. Mógłbym żec, że bardzo dobrze...
- Toshiro? - z zamyślenia wyrwał mnie właściciel chabrowo niebieskich oczu.
- Hm?
- Widzisz tę trójkę tam? - wskazał swym smukłym palcem w stronę osób, które przed chwila obserwowałem.
- Ano.
- Możeby podejść i się przywitać? - zapytał. - Wyglądają dosyć przyjaźnie.
- Czemu nie? - sam siebie zadziwiam.
- To chodź. - zaczął biec.
- Ej! No poczekaj! - ruszyłem za nim.
- Hej! - zaczął rytuał zapoznawczy. - Jestem Eiji Matsushito. Miło mi was poznać.
- Cześć. - odezwał się chłopak. - Nam również. Siadajcie. - dodał kiedy zdążyłem do nich dobiec.
- Nazywam się Toshiro Sugiyama. - wydyszałem a on się roześmiał.
- Siadaj już bo tutaj padniesz. - dodał. - Jestem Koichi Nakanori.
- A ja Harumi Nakanori. - wtrąciła dziewczyna siedząca obok chłopaka. - Widzicie tą tam. - wskazała na agrobatkę. - To Mayu.
- Czyli jesteście rodzeństwem. Zgadza się? - zapytałem.
- Tak. - uśmiechnał się Koichi.
- Może opowiedzielibyście nam trochę o sobie? Wyglądacie bardzo interesująco. - roześmiał sie Eiji.
- Hm...co by tu opowiadać. Mieszkamy w Shizuoce. Aktualnie jesteśmy u rodziny w Osace. Dokładniej u babci. Jeżeli chodzi o wiek, to wszyscy mamy po 17 lat. - usmiechnął się. - Jak to możliwe? - uprzedził moje pytanie. - Ja i Harumi jesteśmy jakby to powiedzieć...bliźniętami.
- Dwujajowymi. - wtrąciła ciemnowłosa.
- Natomiast Mayu jest naszą przyrodnią siostrą. Nasza mama zginęła w wypadku samochodowym 6 lat temu. Jakiś palant wyprzedzał ciężarówką ' na trzeciego' jak to się mówi i zepchnął ją. Niestety było dość wysoko...przepaść i takie tam. - spuścił głowę.
- Przykro nam. - powiedziałem.
- Już się z tym pogodziliśmy. - usiłował wymusić uśmiech. - Natomiast Mayu...Jej tata umarł na raka mniej więcej w podobnym czasie co mama. Nasi rodzice ponownie się pobrali... - zatrzymał się. - Hm...4 lata temu? Tak..to chyba tyle nie? - zwrócił się do Harumi, a ona potwierdziła jego słowa skinieniem głowy. Niestety niedawno...bo niecały rok temu jej mama także zmarła. Została bez rodziców. No ale ma nas i wspieramy ją jak tylko się da. Kochamy ją.
- Rozumiem. - uśmiechnąłem się. - Przykro mi z jej powodu. Na prawdę.
- Każdemu jest przykro. - dodał.
- Wracając do tematu o nas. Niedługo przenosimy się do Tokio. Ze względu na Mayu. Popatrzcie na jej wyczyny. Ojciec za wszelką cenę, chce, żeby spełniła swoje marzenia.
- Chce być akrobatką? - zapytał blondasek.
- Nie. - roześmiał się. - Gimnastyczką. - sprostował.
- Oh.
- Zgłodniałam. - powiedziała po kilku minutach Harumi.
- O! To ja przyniosę. - zaproponowałem. Czułem się dobrze w ich towarzystwie.
- A no właśnie! Idź - poprosił Eiji.
- Już się robi. - i pognałem spowrotem do naszych 'bagaży' . Wróciłem po niecałych 5 minutach. Ponownie zdyszany.
- Co tak długo? - zapytał mój kuzynek. Boże..jak to boli, że on jest moją rodziną.
- Musiałem tego poczukać i złożyć. - wydyszałem, po raz kolejny już dzisiaj. - Prosz. - podałem mu plecak, a on zaczął wyciągać z niego wszystkie smakołyki, które zrobiłem.
- Mayu! - krzyczał Koichi.
- Hę? - zapytała kończąc swój popisowy numer.
- Chodź. Poznasz kogoś!
- Już lecę. - i przybiegła do nas w zastraszającym tępie.
- To Toshiro i Eiji. - wskazał kolejno na nas brunet.
- O miło mi was poznać. Mayu. - lekko dygnęła na przywitanie.
- Wiemy. - powiedzielismy churem.
- Usiądź. - dodała Haru.
- A no właśnie. Teraz wy opowiedzcie coś o sobie. - poprosił Koichi. I tak kolejno zaczęliśmy im opowiadać nasze historie. Oczywiście ja ani słowem nie wspomniałem, że jestem gejem. Jeszcze bym ich wystraszył i co? A dotego przenoszą się do Tokio...może by tak podtrzymać tą znajomość?
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Rozdział IX
Majsz czytaj xd
***
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
Niedziela minęła nam na snuciu planów, jak to przyjemnie będzie nam się mieszkało razem w Tokio. Eiji będzie chodził do mojej szkoły. Moi rodzice postarają się, żeby trafił do tej samej klasy co ja. Jestem tego pewien, zresztą poproszę ich o to. Tymczasem jest poniedziałek, godzina 5:30. Obudziłem się bardzo wcześnie. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie męczyły mnie koszmary, ani nic podobnego. Skoro i tak nie zasnę, postanowiłem więc upichcić coś na śniadanie. Miałem duuużo czasu. Podczas tych dwóch tygodni Eiji zawsze wychodził z pokoju około godziny 9:00. W lodówce było pełno jedzenia. Mogę się popisać i zaimponować blondaskowi. Na samą myśl o tym uśmiech ukazał się na mojej twarzy.
Wstałem i udałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, wyszczotkowałem zęby, włosy zostawiłem tak jak są. Nawet ich nie uczesałem. Same się ułożą jak wyschną. Przynajmniej miałem taką nadzieję. Założyłem szare dresy i czarny, luźniejszy niż zwykle t-shirt, po czym spojrzałem na zegarek. Minęło 30 minut. Świetnie. Miałem jeszcze 3 godziny do pobóki mojej księżniczki. Pędem zbiegłem na dół. Spałem w pokoju gościnnym, który znajdował się obok świątyni spokoju blondaska, dlatego zachowywałem się jak naciszej. Po dotarciu do kuchni, od razu wziąłem się za gotowanie. Nie mogłem zrobić krewetek w czekoladzie, bo to już jadł. Postanowiłem przyżądzić coś z książki kucharskiej. Wbrałem ładnie wizualnie danie, ale dosyć łatwe. Nie chciałem wyjść na głupa i popisać się swym nieumiejętnym zrobieniem, tak łatwej potrawy. Powoli jedzenie zaczynało powstawać.
Narracja pierwszoosobowa ( Eiji )
Jakoś tak ładnie pachnie...Możeby w końcu wstać? Ale tak mi się nie chce...Uh...jak zawsze w poniedziałek. Dziewiąta. Jak sobie pomyślę, że miałbym wstać o szóstej to mi się słabo robi. Możeby iść się trochę bardziej ogranąć niż zwykle? Ale po co? Przecież zakupy zrobione...Przeczuwam kolejny dzień spędzony w domu. Może w Tokio będzie więcej ruchu? Mam nadzieję. - wygrzebałem się z pościeli i powędrowałem do łazienki. Po kilku minutach wyszedłem już jako tako ogarnięty. Założyłem czarne rurki oraz niebieską koszulkę. Nieco ułożyłem czuprynkę i zszedłem na dół.
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
O! Czyżby Księżniczka się już obudziła? Ahh...a ja własnie skończyłem!- klasnąłem w ręce.
- Cześć. A co ty już na nogach? - zapytał kiedy zobaczył mnie stojącego przy kuchni.
- Słonko, ja jestem na nogach już od piątej trzydzieści. - odparłem.
- Słonko? - zapytał z niedowierzaniem.
- No co. Nie mogłem się do Ciebie tak odezwać? Dobrze. Juz nie będę. Mogę się w ogóle nie odzywać. - zrobiłem zagniewaną minę.
- Aj, nie no coś ty. Nie przeszkadza mi to, ale weź się nie gniewaj.
- A czy ja się gniewam? - wyszczeżyłem się do niego.
- Yh...Toshiro...ja Cię chyba kiedys uduszę wiesz?
- No przecież wiem. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Dlaczego wstałeś tak szybko? - zapytał siadając przy stole.
- Ano, nie mogłem spać, dlatego nie męczyłem się już, tylko przyszedłem zrobić śniadanie.
- Jadłeś już?
- Nieee...
- ROBIŁEŚ ŚNIADANIE 3 GODZINY? - wybałuszył oczy.
- No tak.
- OSZALAŁEŚ?
- Nie. No co ty? Chciałem zrobić coś dobrego. Ciągle krewetek w czekoladzie, albo zupek błyskawicznych jeść nie będziemy ne?
- No nieee, ale dlaczego...
- Dlatego, żebyś się pytał. A teraz nie marudź tylko jedz. Bo wystygnie i co? Całe 3 godziny mojego życia pójdą na marne. - przerwałem mu.
- E..a..no dobra.
- Nie smakuje Ci? - zapytałem po kilku sekundach.
- Nie, nie jest świetne. Ale zastanawiam się nad czymś.
- Nad czym? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście.
- No jasne. Martwi mnie, czy dam sobie radę w Tokio. Czy ludzie mnie zaakceptują...
- Takiego ślicznego blondynka wszyscy będą podziwiać. - chwyciłem go za policzki. - A nauką się nie przejmuj. Sądzę, że poziom jest taki sam jak tu.
- Mam taką nadzieję.
- Nie martw się. Przecież od czego masz mnie?
- Ślicznego blondynka? - zrobił zaczepną minę, a ja poczułem, że się rumienię.
- Ano...Dobra jedz! Bo to zimne już! - nie ma to jak umiejętna zmiana tematu.
- Dzisiaj też będziemy siedzieć w domu? - zapytał kiedy zbierałem talerze ze stołu.
- Um..no nie wiem. A masz jakiś pomysł?
- Właściwie to nie...ale jakby tak wybrać się gdzieś na wycieczkę?
- Co masz na myśli?
- Przecież morze mamy niedaleko...
- Nad morze? - uśmiechnąłem się.
- Czemu by nie. Sądzę, że można by się tam udać.
- To jest nie głupi pomysł wiesz?
- Uwielbiam morze. Przypomina mi dzieciństwo...
- Dlaczego?
- Jak już Ci mówiłem, rodzice zawsze wstydzili się mnie ze sobą zabierać, ale tego dnia, tego jednego dnia pojechałem z nimi nad morze. Nigdy więcej tam nie byłem. Niezapomniane wspomnienia.
- Na prawdę?
- No tak. Sam jakoś nigdy nie chciałem tam jechać. Ale wiesz. To żadna frajda jeżeli jesteś sam.
- A teraz pojedziemy we dwójkę! - Którą mamy godzinę?
- Dziesiąta dwadzieścia pięć.
- Rozumiem. To co? O dwónastej byśmy pojechali?
- Ano. Sądzę, że tyle czasu nam wystaczy, żeby się ubrać.
- I spakować. - dodałem.
- A co ty chcesz brać oprócz kąpielówek?
- A jedzenie? Jakieś koce? O tym nie pomyslałeś mądralo? - zmierzwiłem mu włosy.
- Dobra nie pomyslałem. A teraz zmykaj na górę! Ja skorzystam z łazienki na dole.
- A naczynia?
- Wrzuć do zmywarki. Nic im się nie stanie, jeżeli umyjemy je później.
- No dobra. To lecę! E, E, E, E, E, Eiji! - Krzyknąłem zawracając na schodach.
- Hm?
- Tylko nie wystrój się tak bardzo ok?
- Dlaczego?
- Ano, bo...
- No bo?
- Bo ktoś Cię jeszcze porwie! - zaśmiałem się bardzo głośno.
- Ja Cię!. - zaczął mnie gonić.
- Nie! Nie! Nie bij błagam! - wbiegłem do łazienki i poslizgnąłem się na mokrej podłodze. - Auuu! - złapałem się za tył głow. - Ssssss jak boliiii...
- Toshiro! Ja Cię uduszę, zabiję! - krzyczał biegnąć po schodach. - Co się stało.? - zapytał kiedy zobaczył mnie siedzącego na podłodze.
- Nie nic. Nie ważne.
- No jak nie ważne. Przecież widzę.
- Oj. Poślizgnąłem się.
- No i co? Tak trudno było się przyznać? Mój dumny Toshircio...
- Oj dobra już. - zrobiłem naburmuszoną minę.
- No chodź. Pokarz co sobie zrobiłeś.
- Dobra. Nie trzeba. Idź szykuj się. Ja zaraz przyjdę i zrobię prowiant. - uśmiechnąłem się.
- No jasne. - wyszedł z łazienki, a ja zamknąłem się na klucz.
Wziąłem na ręce trochę gumy i zacząłem układać włosy. Po skończeniu skierowałem się do 'swojego' pokoju. Wyjąłem z szafy czerwone rurki i białą koszulkę z nadrukiem London Eye. Na końcu założyłem czarną bluzę i poszedłem na dół. Podczas przygotowywania posiłku, który mieliśmy zjeść na plaży, do kuchni wszedł Eiji trzymając dwa koce. Ubrany był w czarne rurki i beżową koszulkę bez nadruku. Niebieska bluza podkreślała kolor jego oczu, przez co miałem wrażenie, że mam przez sobą boga. Włosy układały mu sie wymienicie. Jestem ciekaw czy po pluskaniu w wodzie, będzie wyglądał równie dobrze. Chociaż zacznijmy od tego. Kiedy on nie wygląda dobrze? NIGDY! No własnie.
- I jak?
- Już kończę.
- Świetnie. Koce są przygotowane. Niebieski i fioletowy. Pasuje?
- No jasne. Ja chcę fioletowy.
- Uf...już się bałem.
- Czego?
- Że weźmiesz mój kocuś. - pogładził niebieski koc.
- No coś ty. Ja? - zacząłem się śmiać.
- Z czego się tak cieszysz?
- Z tego, że dostanę fioletowy kocyk! - pokazałem mu język.
- Chcesz żebym znowu Cię gonił? - zapytał z szerokim uśmniechem na twarzy.
- Nie, nie , nie błagam. Tylko nie to. - machałem rękoma.
- No właśnie.
- Dawaj plecak.
- Do czego?
- A w czym chciałeś wziąć jedzonko i kocyki?
- No w...plecaku.
- No własnie. A więc przynieś go.
- Już lecę. - pognał.
- Ah...jaki on słodki. - powiedziałem do siebie.
- Już! Może być ten? - przyszedł po kilku sekundach.
- No jasne. Oczywiście z niebieskim?
- No...a nie może być?
- No pewnie, że może. Niebieski to twój ulubony kolor?
- Um. Kojarzy mi się z niebem, morzem...
- A mi z twoimi oczami wiesz? Są śliczne. - patrzyłem na niego. - Em. sorki. - podrapałem się po potylicy.
- Nie, nie spoko. Chodźmy już ok?
- No jasne. - włożyłem jedzenie i koce do plecaka, po czym założyłem czarne trampki i razem z Eiji'm powędrowalismy na przystanek.
***
Klio! Podobało Ci się? ^^
***
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
Niedziela minęła nam na snuciu planów, jak to przyjemnie będzie nam się mieszkało razem w Tokio. Eiji będzie chodził do mojej szkoły. Moi rodzice postarają się, żeby trafił do tej samej klasy co ja. Jestem tego pewien, zresztą poproszę ich o to. Tymczasem jest poniedziałek, godzina 5:30. Obudziłem się bardzo wcześnie. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie męczyły mnie koszmary, ani nic podobnego. Skoro i tak nie zasnę, postanowiłem więc upichcić coś na śniadanie. Miałem duuużo czasu. Podczas tych dwóch tygodni Eiji zawsze wychodził z pokoju około godziny 9:00. W lodówce było pełno jedzenia. Mogę się popisać i zaimponować blondaskowi. Na samą myśl o tym uśmiech ukazał się na mojej twarzy.
Wstałem i udałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, wyszczotkowałem zęby, włosy zostawiłem tak jak są. Nawet ich nie uczesałem. Same się ułożą jak wyschną. Przynajmniej miałem taką nadzieję. Założyłem szare dresy i czarny, luźniejszy niż zwykle t-shirt, po czym spojrzałem na zegarek. Minęło 30 minut. Świetnie. Miałem jeszcze 3 godziny do pobóki mojej księżniczki. Pędem zbiegłem na dół. Spałem w pokoju gościnnym, który znajdował się obok świątyni spokoju blondaska, dlatego zachowywałem się jak naciszej. Po dotarciu do kuchni, od razu wziąłem się za gotowanie. Nie mogłem zrobić krewetek w czekoladzie, bo to już jadł. Postanowiłem przyżądzić coś z książki kucharskiej. Wbrałem ładnie wizualnie danie, ale dosyć łatwe. Nie chciałem wyjść na głupa i popisać się swym nieumiejętnym zrobieniem, tak łatwej potrawy. Powoli jedzenie zaczynało powstawać.
Narracja pierwszoosobowa ( Eiji )
Jakoś tak ładnie pachnie...Możeby w końcu wstać? Ale tak mi się nie chce...Uh...jak zawsze w poniedziałek. Dziewiąta. Jak sobie pomyślę, że miałbym wstać o szóstej to mi się słabo robi. Możeby iść się trochę bardziej ogranąć niż zwykle? Ale po co? Przecież zakupy zrobione...Przeczuwam kolejny dzień spędzony w domu. Może w Tokio będzie więcej ruchu? Mam nadzieję. - wygrzebałem się z pościeli i powędrowałem do łazienki. Po kilku minutach wyszedłem już jako tako ogarnięty. Założyłem czarne rurki oraz niebieską koszulkę. Nieco ułożyłem czuprynkę i zszedłem na dół.
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
O! Czyżby Księżniczka się już obudziła? Ahh...a ja własnie skończyłem!- klasnąłem w ręce.
- Cześć. A co ty już na nogach? - zapytał kiedy zobaczył mnie stojącego przy kuchni.
- Słonko, ja jestem na nogach już od piątej trzydzieści. - odparłem.
- Słonko? - zapytał z niedowierzaniem.
- No co. Nie mogłem się do Ciebie tak odezwać? Dobrze. Juz nie będę. Mogę się w ogóle nie odzywać. - zrobiłem zagniewaną minę.
- Aj, nie no coś ty. Nie przeszkadza mi to, ale weź się nie gniewaj.
- A czy ja się gniewam? - wyszczeżyłem się do niego.
- Yh...Toshiro...ja Cię chyba kiedys uduszę wiesz?
- No przecież wiem. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Dlaczego wstałeś tak szybko? - zapytał siadając przy stole.
- Ano, nie mogłem spać, dlatego nie męczyłem się już, tylko przyszedłem zrobić śniadanie.
- Jadłeś już?
- Nieee...
- ROBIŁEŚ ŚNIADANIE 3 GODZINY? - wybałuszył oczy.
- No tak.
- OSZALAŁEŚ?
- Nie. No co ty? Chciałem zrobić coś dobrego. Ciągle krewetek w czekoladzie, albo zupek błyskawicznych jeść nie będziemy ne?
- No nieee, ale dlaczego...
- Dlatego, żebyś się pytał. A teraz nie marudź tylko jedz. Bo wystygnie i co? Całe 3 godziny mojego życia pójdą na marne. - przerwałem mu.
- E..a..no dobra.
- Nie smakuje Ci? - zapytałem po kilku sekundach.
- Nie, nie jest świetne. Ale zastanawiam się nad czymś.
- Nad czym? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście.
- No jasne. Martwi mnie, czy dam sobie radę w Tokio. Czy ludzie mnie zaakceptują...
- Takiego ślicznego blondynka wszyscy będą podziwiać. - chwyciłem go za policzki. - A nauką się nie przejmuj. Sądzę, że poziom jest taki sam jak tu.
- Mam taką nadzieję.
- Nie martw się. Przecież od czego masz mnie?
- Ślicznego blondynka? - zrobił zaczepną minę, a ja poczułem, że się rumienię.
- Ano...Dobra jedz! Bo to zimne już! - nie ma to jak umiejętna zmiana tematu.
- Dzisiaj też będziemy siedzieć w domu? - zapytał kiedy zbierałem talerze ze stołu.
- Um..no nie wiem. A masz jakiś pomysł?
- Właściwie to nie...ale jakby tak wybrać się gdzieś na wycieczkę?
- Co masz na myśli?
- Przecież morze mamy niedaleko...
- Nad morze? - uśmiechnąłem się.
- Czemu by nie. Sądzę, że można by się tam udać.
- To jest nie głupi pomysł wiesz?
- Uwielbiam morze. Przypomina mi dzieciństwo...
- Dlaczego?
- Jak już Ci mówiłem, rodzice zawsze wstydzili się mnie ze sobą zabierać, ale tego dnia, tego jednego dnia pojechałem z nimi nad morze. Nigdy więcej tam nie byłem. Niezapomniane wspomnienia.
- Na prawdę?
- No tak. Sam jakoś nigdy nie chciałem tam jechać. Ale wiesz. To żadna frajda jeżeli jesteś sam.
- A teraz pojedziemy we dwójkę! - Którą mamy godzinę?
- Dziesiąta dwadzieścia pięć.
- Rozumiem. To co? O dwónastej byśmy pojechali?
- Ano. Sądzę, że tyle czasu nam wystaczy, żeby się ubrać.
- I spakować. - dodałem.
- A co ty chcesz brać oprócz kąpielówek?
- A jedzenie? Jakieś koce? O tym nie pomyslałeś mądralo? - zmierzwiłem mu włosy.
- Dobra nie pomyslałem. A teraz zmykaj na górę! Ja skorzystam z łazienki na dole.
- A naczynia?
- Wrzuć do zmywarki. Nic im się nie stanie, jeżeli umyjemy je później.
- No dobra. To lecę! E, E, E, E, E, Eiji! - Krzyknąłem zawracając na schodach.
- Hm?
- Tylko nie wystrój się tak bardzo ok?
- Dlaczego?
- Ano, bo...
- No bo?
- Bo ktoś Cię jeszcze porwie! - zaśmiałem się bardzo głośno.
- Ja Cię!. - zaczął mnie gonić.
- Nie! Nie! Nie bij błagam! - wbiegłem do łazienki i poslizgnąłem się na mokrej podłodze. - Auuu! - złapałem się za tył głow. - Ssssss jak boliiii...
- Toshiro! Ja Cię uduszę, zabiję! - krzyczał biegnąć po schodach. - Co się stało.? - zapytał kiedy zobaczył mnie siedzącego na podłodze.
- Nie nic. Nie ważne.
- No jak nie ważne. Przecież widzę.
- Oj. Poślizgnąłem się.
- No i co? Tak trudno było się przyznać? Mój dumny Toshircio...
- Oj dobra już. - zrobiłem naburmuszoną minę.
- No chodź. Pokarz co sobie zrobiłeś.
- Dobra. Nie trzeba. Idź szykuj się. Ja zaraz przyjdę i zrobię prowiant. - uśmiechnąłem się.
- No jasne. - wyszedł z łazienki, a ja zamknąłem się na klucz.
Wziąłem na ręce trochę gumy i zacząłem układać włosy. Po skończeniu skierowałem się do 'swojego' pokoju. Wyjąłem z szafy czerwone rurki i białą koszulkę z nadrukiem London Eye. Na końcu założyłem czarną bluzę i poszedłem na dół. Podczas przygotowywania posiłku, który mieliśmy zjeść na plaży, do kuchni wszedł Eiji trzymając dwa koce. Ubrany był w czarne rurki i beżową koszulkę bez nadruku. Niebieska bluza podkreślała kolor jego oczu, przez co miałem wrażenie, że mam przez sobą boga. Włosy układały mu sie wymienicie. Jestem ciekaw czy po pluskaniu w wodzie, będzie wyglądał równie dobrze. Chociaż zacznijmy od tego. Kiedy on nie wygląda dobrze? NIGDY! No własnie.
- I jak?
- Już kończę.
- Świetnie. Koce są przygotowane. Niebieski i fioletowy. Pasuje?
- No jasne. Ja chcę fioletowy.
- Uf...już się bałem.
- Czego?
- Że weźmiesz mój kocuś. - pogładził niebieski koc.
- No coś ty. Ja? - zacząłem się śmiać.
- Z czego się tak cieszysz?
- Z tego, że dostanę fioletowy kocyk! - pokazałem mu język.
- Chcesz żebym znowu Cię gonił? - zapytał z szerokim uśmniechem na twarzy.
- Nie, nie , nie błagam. Tylko nie to. - machałem rękoma.
- No właśnie.
- Dawaj plecak.
- Do czego?
- A w czym chciałeś wziąć jedzonko i kocyki?
- No w...plecaku.
- No własnie. A więc przynieś go.
- Już lecę. - pognał.
- Ah...jaki on słodki. - powiedziałem do siebie.
- Już! Może być ten? - przyszedł po kilku sekundach.
- No jasne. Oczywiście z niebieskim?
- No...a nie może być?
- No pewnie, że może. Niebieski to twój ulubony kolor?
- Um. Kojarzy mi się z niebem, morzem...
- A mi z twoimi oczami wiesz? Są śliczne. - patrzyłem na niego. - Em. sorki. - podrapałem się po potylicy.
- Nie, nie spoko. Chodźmy już ok?
- No jasne. - włożyłem jedzenie i koce do plecaka, po czym założyłem czarne trampki i razem z Eiji'm powędrowalismy na przystanek.
***
Klio! Podobało Ci się? ^^
piątek, 27 lipca 2012
Rozdział VIII
No to teraz opko. napisałam je bez weny. Opuściła mnie i nie chce wrócić... bu. :< Fakt faktem pomysłów na dalsze przygody mam duuuużo, ale żeby je skleić potrzeba trochę czasu.
Rozdział VIII pisany specjalnie dla Klio <3 masz doczekałaś się. Przepraszam, że taki krótki ^^
***
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
***
2 tygodnie wolnego dobiegały powoli końca. Podczas nich ja z Eiji'm bawiliśmy się wyśmienicie. Z dnia na dzień poznawałem go coraz lepiej. Naprawdę się zmienił. Jest bardziej otwarty na ludzkie problemy, zachowania, dostrzega piękno wszystkiego co go otacza. Jednego dnia nawet zaczął filozofować na temat zwyczajnej, drewnianej łyżki. Czyżby ta samotność, aż tak bardzo odbiła się na jego duszy?
- Juhu...Toshiro, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - z zamyślenia wyrwał mnie podniesiony już głos chłopaka.
- Y, y...tak, tak...przepraszam, mógłbyś powtórzyć? - podrapałem się w tył głowy. Było mi głupio.
- Mówiłem, że trzeba by się przejść kupić coś do jedzenia. Lodówka świeci pustkami...Wiesz...czasem mam wrażenie, że mnie olewasz...
- Ależ skąd! Eiji co ty...
- Dobra, dobra chodź, idziemy - blondyn zaczął podążać w stronę drzwi.
- Em...Eiji?
- Tak?
- Masz zamiar wyjść tak z domu?
- Ale, że jak? - nie rozumiał.
- A to? - wskazałem na jego dolne części ciała. Stał w szarej koszulce z żółtym napisem 'Bitch please I'm fabulous', którą jak mi mówił dostał od byłej 'przyjaciółki' i w czarnych bokserkach, które nie powiem...świetnie leżały na jego pośladkach.
Boże o czym ty myślisz idioto?
- Aaa...ok zaraz wracam... - pognał na górę.
Uff...te myśli mnie zamęczą...czy to może być prawda? Nie błagam. Gejem...to jeszcze przeżyję, ale żeby zakochać się w swoim kuzynie?! To już jest chore...Matko kochana przecież oni mnie zabiją...Może jednak to tylko chwilowe? Ta...chwilowe od 2 tygodni? A więc to prawda. Jestem gejem, zakochałem się w swoim kuzynie. Zajebiście...
- Ok, już. Możemy iść - wyszczerzył się po czym wyszliśmy z domu.
Zakupy zrobiliśmy dosyć szybko. Fakt mało to one nie były, ale jak się biega po sklepie i ładuje do wózka co wpadnie w ręce, to później co się dziwić, że niesie się po 4 torby.
- Toshiro...
- Hm?
- Dziękuję.
- Za co?
- Za to, że mogę mieć takiego przyjaciela. Na prawdę to dla mnie dużo znaczy. Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Nie ma za co. - uśmiechnąłem się. - Dzięki tobie nie jestem odludkiem.
- Może pójdziemy na chwilę na plac zabaw? Dawno tam nie byłem. - zapytał.
- No jasne. - lubiłem takie miejsca. Mogłem się powygłupiać do woli, po czym znowu stać się mrukiem.
- O! Ktoś tam jest...a przecież tutaj nigdy nikt nie przychodził.
- Hm... - pomimo wszystko i tak postanowiliśmy tam iść. Kiedy doszliśmy do huśtawek, położyliśmy zakupy przy słupku i usiedliśmy. Huśtając się cały czas obserwowaliśmy owe osoby. Były to dwie dziewczyny. Mniej więcej równe wzrostem. 'Bawiły się' na karuzeli. Krzyczały niemiłosiernie. Nie mogąc wytrzymać hałasu wrócilismy do domu. Eiji jednak koniecznie chciał gdzieć iść. Nie dziwię się mu. W końcu ile czasu był sam. Miał dosyć siedzenia w domu.
- Toshiro?
- No?
- Może gdzieś pójdziemy?
- Um...no nie wiem. Ja nie znam tej okolicy.
- Na moim placu zabaw, są te dziewczyny... do parku jakoś nie mam ochoty więcej iść...może... - jego wypowiedź przerwał telefon.
- Rodzice. - powiedziałem, po czym odebrałem. - Tak?
- Toshiro?
- Nom.
- Masz gdzies tam Eiji'ego?
- No tak. Stoi tu obok mnie.
- To proszę włącz na głośnomówiący. Chcemy wam coś przekazać.
- Jasne. - zrobiłem to o co prosiła mama.
- Słuchajcie chłopcy. Mamy do was pytanie.
- Słuchamy. - odpowiedzieliśmy churem.
- Nie będziecie źli,jesli zostaniemy tu jeszcze tydzień? Niestety przegapiliśmy samolot... a następny będzie w przyszłą niedzielę.
- Jak to przegapiliście? Przecież macie go dopiero jutro... - powiedział niedowierzając.
- No tak..ale dzisiaj się dowiedzielismy, że został odwołany.
- To w koncu go przegapiliście, czy został odwołany? - zniecierpliwiłem się. Coś mi tu nie grało.
- Został odwołany. - wtrąciła się ciocia.
- A więc. Wszystko już macie załatwione. Dzwoniliśmy do szkoły. Następny tydzień też macie wolny. O nic nie musice się martwić. - dokończyła mama.
- Jasne...
- Mamo! - wtrącił Eiji.
- Słucham słońce?
- Posłuchaj. Razem z Toshiro utrzymujemy dobre relacje. Mógłbym żec bardzo dobre. Mam prośbę. Czy mógłbym przenieść się do Tokio? Chodziłbym do szkoły razem z nim. Tutaj i tak nie mam przyjaciół...szczególnie po tym incydencie z tatą. wiesz...
- A gdzie byś chciał mieszkać? To jest największy problem.
- Mógłby mieszkać u nas! - wtrąciłem.
- Eiji...jeżeli ciocia się zgodzi. Możesz jechac do Tokio.
- A ja nie mam nic przeciwko temu. - tym razem w telefonie było słychać głos mamy.
- A więc Eiji jedziesz ze mną! - krzyknąłem i przytuliłem się do niego. Po moim ciele przeszły ciarki, a w sercu coś załomotało. Jednak to nie zauroczenie. Teraz to poczułem. Od tej chwili...zrobię wszystko, żeby mój chłoptaś był szczęśliwy. I TYLKO mój. Nie oddam go nikomu.
czwartek, 12 lipca 2012
Rozdział VII
Pisane podczas burzy ^_^
***
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
***
Po kilkunastu minutach postanowiłem wrócić. W końcu zostawiłem go samego, bez opieki. A jeżeli coś mu się stało?
Wszedłem do domu. Eiji siedział na kanapie. Nawet nie zdezynfekował sobie ran. Było tak, jak zostawiłem wychodząc.
- Gomen. - zwróciłem się do niego.
- O...okej. - odparł. - Em...jeżeli na prawdę chcesz wiedzieć...powiem Ci. Skoro tak się o mnie martwisz. Jako jedyny. Sądzę, że nie powinienem, przed tobą tego ukrywać.
- Um..rozumiem...i dziękuję. Dziękuje, że jednak postanowiłeś mi powierzyć swoją tajemnicę.
- A więc.- chłopak zaczął swoją opowieść. - Kiedy to mieliśmy od was wyjechać, pamiętasz? - kiwnąłem tylko głową. Nie chciałem mu przerywać. - Tego samego dnia wyszło na jaw, że firma mojego ojca zrobiła jakiś przekręt. Dowiedziałem się o tym następnego dnia w szkole. Rodzice nawet nie raczyli mnie uprzedzić. Od tamtej pory kiedy choć na krok wyjdę z domu, spotykam kilkuosobowe grupki krzyczące na mój temat najróżniejsze wyzwiska. Inne przechodzą od razu do sedna sprawy. Obrywanie więc od tygodnia nie jest mi obce. Mógłbym powiedzieć, że ból jest moim towarzyszem.
- Ale...
- Dlaczego? - przerwał mi. - Dlatego, że dzieki temu rodzice niektórych dzieciaków stracili pracę, zostałem pośmiewiskiem, ale nie to boli mnie najbardziej. Jestem ciekaw co stanie się z tymi ludźmi...jak będą żyć? Może skończą na ulicy? A to wszystko przez głupotę mojego ojca.
- Eiji...nie obwiniaj się tak. Skąd mogłeś wiedzieć, że cos takiego nastąpi?
- Mogłem to przewidzieć...
- Niby jak? Przecież nie jesteś robotem, nie czytasz ludziom w myślach.
- Ale...
- No właśnie. Nie musisz się obwiniać, bo przecież nic nie wiedziałeś.
- Ale mogłem wiedzieć! Ile razy chodziłem do biura ojca...mogłem coś zauważyć...
- Błagam...
- Teraz mam przesrane do końca życia. Tutaj nie mam już przyszości. - spóścił głowę.
- A więc jedź z nami do Tokio. - chłopaka zamurowało. Zaskoczyłem go dzisiaj już chyba 3 raz. - No co?!
- N..Na prawdę? Mógłbym?
- No jasne! Tylko, żeby twoi rodzice się zgodzili!
- Porozmawiam z nimi jak wrócą.
- A tym czasem, gdzie masz apteczkę?
- Jaką apteczkę? A do czego Ci?
- Jak to do czego? Chyba trzeba to zdezynfekować! Musisz się umyć, przebrać. Masz zamiar tak wyglądać przez 2 tygodnie? Nigdy Ci na to nie pozwolę...
- A..no tak - podrapał się po karku zmieszany , po czym wstał i poszedł do łazienki.
Po 30 minutach blondyn pojawił się w salonie. Miał na sobie białą podkoszulkę, oraz szare dresowe spodnie. Czuprynkę miał mokrą, no bo po co ma ją suszyć skoro jest już prawie 20:00?
- I jak? Lepiej? - zapytałem kiedy usiadł przy blacie kuchennym
- O niebo. - uśmiechnął się. - Sssss...ał. - syknął.
- Hm? Gdzie Cię boli?
- Tu. - wskazał palcem na ranę obok wargi.
- No to gdzie masz tą apteczkę? - spytałem już chyba 5 raz. Ile razy można pytać o to samo?
- Powinna leżeć w szafce w łazience.
- Okjee... - powiedziałem i poszedłem po medykamenty. Wchodząc do łazienki poczułem przyjemny zapach czekoladowego płynu do kąpieli.
- Jednak go kupił. - powiedziałem do siebie i uśmiechnąłem się.
- Dobra. W takim bądź razie, panie pacjęcie, proszę się wygodnie rozsiąść na kanapie. Lekarz Toshiro się tobą zajmie. - powiedziałem kiedy znalazłem się w salonie.
- Ależ oczywiście. - odparł po czym spoczął na kanapie, a ja mogłem spokojnie działać. Muszę powiedzieć, że ran i otarć miał całkiem sporo. Starałem się sprawiać mu jak najmniej bólu (wiem, że to dość dziwnie brzmi, przynajmniej dla mnie, ale na TAKIE scenki trzeba będzie jeszcze trochę poczekać dop. aut. ). Kiedy skonczyłem postanowiłem zrobic kolację.
- Eiji?
- Hm?
- Lubisz czekoladę?
- No jasne. A kto nie lubi?
- No ta...a krewetki?
- Kocham.
- A...ym...sok?
- No pewnie, dziwne pytania zadajesz...
- A jaki najbardziej?
- Porzeczkowy.
- Okjeee...a co sądzisz o połączeniu czekolady z krewetkami?
- Dość dziwne połączenie, ale czemu nie.
- A jeśli ktoś by Ci zaproponował takie danie...zjadłbyś je?
- Um...pewnie tak. Można spróbować.
- Mógłbyś pozwolić na chwilę do kuchni?
- Jasne.
- Usiadź proszę.
- Okeeeeeeej....
- I wcinaj. - postawiłem chłopakowi moje autorskie danie przed nosem.
- A..um..więc dlatego te pytania?
- No jasne. Danie mojego autorstwa. Mam nadzieję, że bedzie Ci smakować.
- Um...no zobaczymy. - wziął jedną z krewetek do ust.
- I jak? - czekałem z niecierpliwością na werdykt.
- Hm....muszę stwierdzić, że...to jest nadzwyczajne. Jak ty na to wpadłeś?
- E tam. Kiedyś postanowiłem połączyć moje ulubione przekąski. Czyli krewetki z czekoladą. No i tak wyszło to coś co masz w tej chwili przed sobą.
- Musisz zacząć łączyć więcej swoich ulubionych potraw. - uśmiechnął się po czym nic już nie mówiąc, konsumował to co dla niego zrobiłem.
***
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
***
Po kilkunastu minutach postanowiłem wrócić. W końcu zostawiłem go samego, bez opieki. A jeżeli coś mu się stało?
Wszedłem do domu. Eiji siedział na kanapie. Nawet nie zdezynfekował sobie ran. Było tak, jak zostawiłem wychodząc.
- Gomen. - zwróciłem się do niego.
- O...okej. - odparł. - Em...jeżeli na prawdę chcesz wiedzieć...powiem Ci. Skoro tak się o mnie martwisz. Jako jedyny. Sądzę, że nie powinienem, przed tobą tego ukrywać.
- Um..rozumiem...i dziękuję. Dziękuje, że jednak postanowiłeś mi powierzyć swoją tajemnicę.
- A więc.- chłopak zaczął swoją opowieść. - Kiedy to mieliśmy od was wyjechać, pamiętasz? - kiwnąłem tylko głową. Nie chciałem mu przerywać. - Tego samego dnia wyszło na jaw, że firma mojego ojca zrobiła jakiś przekręt. Dowiedziałem się o tym następnego dnia w szkole. Rodzice nawet nie raczyli mnie uprzedzić. Od tamtej pory kiedy choć na krok wyjdę z domu, spotykam kilkuosobowe grupki krzyczące na mój temat najróżniejsze wyzwiska. Inne przechodzą od razu do sedna sprawy. Obrywanie więc od tygodnia nie jest mi obce. Mógłbym powiedzieć, że ból jest moim towarzyszem.
- Ale...
- Dlaczego? - przerwał mi. - Dlatego, że dzieki temu rodzice niektórych dzieciaków stracili pracę, zostałem pośmiewiskiem, ale nie to boli mnie najbardziej. Jestem ciekaw co stanie się z tymi ludźmi...jak będą żyć? Może skończą na ulicy? A to wszystko przez głupotę mojego ojca.
- Eiji...nie obwiniaj się tak. Skąd mogłeś wiedzieć, że cos takiego nastąpi?
- Mogłem to przewidzieć...
- Niby jak? Przecież nie jesteś robotem, nie czytasz ludziom w myślach.
- Ale...
- No właśnie. Nie musisz się obwiniać, bo przecież nic nie wiedziałeś.
- Ale mogłem wiedzieć! Ile razy chodziłem do biura ojca...mogłem coś zauważyć...
- Błagam...
- Teraz mam przesrane do końca życia. Tutaj nie mam już przyszości. - spóścił głowę.
- A więc jedź z nami do Tokio. - chłopaka zamurowało. Zaskoczyłem go dzisiaj już chyba 3 raz. - No co?!
- N..Na prawdę? Mógłbym?
- No jasne! Tylko, żeby twoi rodzice się zgodzili!
- Porozmawiam z nimi jak wrócą.
- A tym czasem, gdzie masz apteczkę?
- Jaką apteczkę? A do czego Ci?
- Jak to do czego? Chyba trzeba to zdezynfekować! Musisz się umyć, przebrać. Masz zamiar tak wyglądać przez 2 tygodnie? Nigdy Ci na to nie pozwolę...
- A..no tak - podrapał się po karku zmieszany , po czym wstał i poszedł do łazienki.
Po 30 minutach blondyn pojawił się w salonie. Miał na sobie białą podkoszulkę, oraz szare dresowe spodnie. Czuprynkę miał mokrą, no bo po co ma ją suszyć skoro jest już prawie 20:00?
- I jak? Lepiej? - zapytałem kiedy usiadł przy blacie kuchennym
- O niebo. - uśmiechnął się. - Sssss...ał. - syknął.
- Hm? Gdzie Cię boli?
- Tu. - wskazał palcem na ranę obok wargi.
- No to gdzie masz tą apteczkę? - spytałem już chyba 5 raz. Ile razy można pytać o to samo?
- Powinna leżeć w szafce w łazience.
- Okjee... - powiedziałem i poszedłem po medykamenty. Wchodząc do łazienki poczułem przyjemny zapach czekoladowego płynu do kąpieli.
- Jednak go kupił. - powiedziałem do siebie i uśmiechnąłem się.
- Dobra. W takim bądź razie, panie pacjęcie, proszę się wygodnie rozsiąść na kanapie. Lekarz Toshiro się tobą zajmie. - powiedziałem kiedy znalazłem się w salonie.
- Ależ oczywiście. - odparł po czym spoczął na kanapie, a ja mogłem spokojnie działać. Muszę powiedzieć, że ran i otarć miał całkiem sporo. Starałem się sprawiać mu jak najmniej bólu (wiem, że to dość dziwnie brzmi, przynajmniej dla mnie, ale na TAKIE scenki trzeba będzie jeszcze trochę poczekać dop. aut. ). Kiedy skonczyłem postanowiłem zrobic kolację.
- Eiji?
- Hm?
- Lubisz czekoladę?
- No jasne. A kto nie lubi?
- No ta...a krewetki?
- Kocham.
- A...ym...sok?
- No pewnie, dziwne pytania zadajesz...
- A jaki najbardziej?
- Porzeczkowy.
- Okjeee...a co sądzisz o połączeniu czekolady z krewetkami?
- Dość dziwne połączenie, ale czemu nie.
- A jeśli ktoś by Ci zaproponował takie danie...zjadłbyś je?
- Um...pewnie tak. Można spróbować.
- Mógłbyś pozwolić na chwilę do kuchni?
- Jasne.
- Usiadź proszę.
- Okeeeeeeej....
- I wcinaj. - postawiłem chłopakowi moje autorskie danie przed nosem.
- A..um..więc dlatego te pytania?
- No jasne. Danie mojego autorstwa. Mam nadzieję, że bedzie Ci smakować.
- Um...no zobaczymy. - wziął jedną z krewetek do ust.
- I jak? - czekałem z niecierpliwością na werdykt.
- Hm....muszę stwierdzić, że...to jest nadzwyczajne. Jak ty na to wpadłeś?
- E tam. Kiedyś postanowiłem połączyć moje ulubione przekąski. Czyli krewetki z czekoladą. No i tak wyszło to coś co masz w tej chwili przed sobą.
- Musisz zacząć łączyć więcej swoich ulubionych potraw. - uśmiechnął się po czym nic już nie mówiąc, konsumował to co dla niego zrobiłem.
Rozdział VI
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
***
Po kilku minutach, wszystkie walizki były już w samochodowym bagażniku, a my siedzieliśmy w środku. Oczywiście nie zdążyłem zakupić słuchawek, ale kogo to obchodzi...Dobrze, że mogę pomóc Eiji'emu...to jest ważniejsze niż jakies tam słuchawki.
Przejeżdżaliśmy ulicami uśpionego już Tokio. Była godzina 3:00. Niektórzy wracali z różnych przyjęć, dyskotek i innych tego typu rzeczy. Widziałem także kilku bezdomnych. Żal mi takich ludzi. Przecież też powinni mieć normalne życie...
Około godziny 11:00 dotarlismy na miejsce. Byłem bardzo podekscytowany. Niestety nie wiedziałem najgorszego. Ciocia chciała, żebyśmy przyjechali, bo nie chciała zostawić Eiji'ego samego. Razem z wujkiem wzięli sobie urlop. Chcieli jechać na wakacje...Z tego co zrozumiałem na Bali. Moi rodzice mieli jechac razem z nimi, ale tego nie raczyli nam już powiedzieć. To dlatego tak bardzo spieszyliśmy się z wyjazdem. O 13:00 mieli samolot. Nie mogę zrozumieć tylko, dlaczego ciocia nie chciała wziąć Eiji'ego. Przecież to ich syn. Jest jedynakiem, z pieniędzmi też nie mają problemów wiec sądzę iż jego także powinni zabrać.
Inoue była wściekła. Także chciała jechać na Bali. Ale jak to z nią bywa. Biedne dziecko zostało zabrane na wakacje. Teraz był tylko jeden problem...Kochana Inu nie miała stroju kąpielowego, ani wielu ubrań nadających się na wakacje. Więc z wybiciem godziny 11:30 wszyscy udali się na zakupy. Zostaliśmy tylko my.
- Um....Eiji? Dlaczego nie pojechałeś z nimi? - zacząłem.
- A czy cokolwiek wiedziałem? Niee... nie zostałem nawet łaskawie poinformowany o tym, że zamierzają gdziekolwiek jechać. Z resztą i tak bym nie pojechał. - tłumaczył.
- Dlaczego?
- A do czego im ogonek? Mnie lepiej jest zostawiać w domu. Tylko psuję zabawę. Kiedyś mi to powiedzieli. Miałem wtedy 11 lat. Zapamiętałem więc...Nie pcham się na tego typu wyjazdy..
- O...rozumiem. To musi byc przykre. Prawda? Nigdzie nie jeździć, bo twoi rodzice cię nie chcą...
- Dokładnie. - zwrócił wzrok na podłogę. - Ale ja już się do tego przyzwyczaiłem więc nie robi mi juz żadnej różnicy czy ja pojadę, czy nie. Przyzwyczaiłem się już do bycia samym.
- Ale teraz zostajemy oboje. - wyszczerzyłem się.
- Taaak...cieszę się wiesz? - uśmiechnął się.
- No przecież, że wiem. - uderzyłem go w plecy. - Wstawaj! Głodny jestem!
- Ah...Tak! O Matko! Przepraszam! Na śmierć zapomniałem. Musisz być bardzo głodny! - biegał zmieszany.
- Nie jest aż tak źle! Uspokój się - śmiałem się na głos. On na prawdę działa na mnie uspokajająco.
12:00. Wrócili. Inoue wymieniła tylko zawartość torby i już ruszali na lotnisko. Pożegnaliśmy się z nimi. Szczerze...cieszyłem się, że zostanę sam z kuzynem. Na prawdę. Na początku byłem zły, że nas nie wzięli, ale...teraz...Teraz niech już jadą! Ile czasu można się żegnać...
- Mamo! Jest 12:20! za 40 minut macie odprawę. Jeżeli teraz nie wyjedziecie, to możecie powiedzieć Bali sayonara! - krzyczałem.
- Ojejku..dobrze do zaobaczenia za 2 tygodnie. - powiedziała ciocia z bananem na twarzy, po czym wszyscy wyszli z domu.
- Um...to co będziemy robić, przez ten cały czas? - zapytałem.
- Em...szczerze...nie mam pojęcia! - oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Uh.... - westchnąłem. Chciałem porozmawiać z im na temat tego maila, chociaż nie wiedziałem, czy to dobry moment. No ale, skoro mieliśmy spędzić, ze sobą 2 tygodnie, musiałem wiedzieć jak mógłbym umilić mu czas. - E...Eiji? - zacząłem.
- Tak?
- Chciałbym porozmawiać o mailu, którego mi niedawno wysłałeś.
- Aha....Rozmumiem. W takim bądź razie co byś chciał wiedzieć?
- Powiedz mi do cholery co się dzieje. Fakt w mailu zawarłeś mniej więcej to co chciałeś mi przekazać jak sądzę, ale ja wiem, że to nie jest wszystko. Ja to po prostu czuję.
- Tak...masz rację. To nie wszystko, ale czy to na prawdę takie ważne?
- TAK! Ważne. Jak mam Ci pomóc muszę wiedzieć jak.
- Ale, przecież nikt nie prosił Cię o pomoc...
- Ja sądzę coś innego. W tym co napisałeś ukryty był przekaz. Ja to wiem. Więc nie wciskaj mi kitu, że nic się nie dzieje. Eiji! Daj sobie pomóc!
- Ale ja nie chcę pomocy! - krzyknął i wybiegł z domu.
- Nie ma co. Nieźle zacząłeś Toshiro. Na wstępie kłótnia. Wspaniale. - westchnąłem i ruszyłem za chłopakiem.
Nie miałem pojęcia gdzie on może być. Nie znałem tego miasta.
- No i jak ja go teraz znajdę! - krzyknąłem do siebie.
Nagle zauważyłem paczkę chłopaków otaczającą kogoś kołem. Tym kimś był Eiji. Nie sądzę, że byli to jego koledzy. Oni czegoś od niego rządali. Po chwili, zaczęli go bić.
- No kurwa...tego już za wiele. Wyzywać go mogą, ale nie bić! - powiedziałem do siebie. W sumie to wyzywać też go nie mogą. Nie pozwalam. Podbiegłem do bandy, znęcającej się nad Eiji'm. W drodze policzyłem ilu ich mniej więcej jest. Pięcioro...yh...niech się dzieje co chce. Ja nie dam im go bić. Zacząłem odciągać zbirów od poszkodowanego. Nie podobało im się to oj nie...
I tak oto wdałem się w bójkę...10 minut po wyjściu rodziców. Suodko...będę musiał poradzić sobie z nimi. Nie chcę wyjść na głupka i słabeusza przed Eiji'm. Nie wiem dlaczego ja się tak staram, aby widział mnie w jak najlepszym świetle.
Jeden z nich, wysoki brunet kopnął leżącego Eiji'ego.
Tego już za wiele. - nagle jakby stąpił na mnie nieopisany przypływ siły. Wystarczały 3 ciosy, abym pokonał przeciwnika. Nigdy nie lubiłem się bić. Nie ciągnęło mnie do tego. Nie chciałem uszkodzić sobie moje ślicznej buźki. Ale Eiji to Eiji. Jego nikt nie ma prawa tykać.
Tak więc po kilku sekundach, po chłopakach nie było sladu. Pomogłem Eiji'emu wstać.
- Gdzie Cię boli? Jak się czujesz? - zadawałem pytanie po pytaniu.
- O...okej. - powiedział cichym, prawie niedosłyszalnym głosem.
- Chodź do domu.
- Mhm...
***
- Co to byli za goście? - zapytałem kiedy byliśmy już na miejscu.
- A...tacy tam...nic ważnego..
- No kurwa widzę, że nic ważnego! A to to co?! Też nic ważnego?! - krzyczałem wskazując na jego rany. Nic nie odpowiedział tylko zwrócił głowę w dół. - Dobra daj...Zdezynfekuję Ci to. Ale..Eiji..błagam..powiedz mi co się dzieje. Ja na prawdę się o Ciebie martwię. Myslisz, że chcę oglądać tą śliczną buźkę, niebieściutkie oczy...całego Ciebie w takim stanie? - nie wiedząc kiedy do oczu napłynęły mi łzy, a w gardle powstała ogromna gula,przez którą nie byłem w stanie wypowiedzieć ani słowa więcej.
- T...Toshiro... - chłopak siedział jak wmurowany.
- Daj sobie spokój. - powiedziałem, po czym wyszedłem z domu. Fakt zachowałem się podobnie jak on. Zostawiłem go samego w tak opłakanym stanie. Nie znałem miasta, nie wiedziałem gdzie idę, po prostu chciałem pozbyc się tej guli. Chciałem przemyśleć to i owo. A przede wszystkim...dlaczego zaczęło mi tak bardzo zależeć, aby ta blond czupryna nie cierpiała i czuła się szczęśliwa...czyżbym? NIE! To nie możliwe. Przecież nie jestem gejem...jakbym mógł zakochać się w Eiji'm...do tego..przecież to moja rodzina. Nie! To jest niemożliwe....prawda?
Rozdział V
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
***
- Toshiro.! Leniu śmierdzący wstawaj! Koniec twojego lenistwa! Dzisiaj szkooooła...wiem jak bardzo ją kochasz więc wstawaj! - darła się Inoue, wchodzą do pokoju chłopaka.
- Idź błagaaaam! Idź sobie!
- Nie e! Mama mnie tu przysłała z misją, wiec muszę ją wykonać. - usprawedliwiała się. - Ej...a ty znowu nie wyłączyłeś laptopa? Ile razy Cię o to prosiliśmy...
- Oh...siedziałem do późna i zapomniałem.
- A co ty niby tak późno robiłeś?. - drwiła dziewczyna, podchodząc do urządzenia. - O! Patrz dostałeś maila...od Eiji'ego? Uhuhuh...ciekawa jestem co takiego napisał.
- Nie! Zostaw. Odejdź od komputera! - krzyczałem wygrzebując się z łóżka.
- No weeeź...tylko kawałeczek. - robiła maślane oczka.
- Nie! Wynocha! Możesz powiedzieć mamie, że już wstałem i za chwilę zejdę na dół. A ty....zrób mi śniadanko - wyszczerzyłem się, pokazując rządek białych zębów.
- Phii...jeszcze tego brakowało. - rzekła, zamykając wrota mojej komnaty.
Uh.....jestem ciekawy co takiego mi napisał. Nie odzywał się od czasu wyjazdu więc...
Kliknąłem na ikonkę i zacząłem czytać.
'Ohayo!
Przepraszam, że zwracam się z tym do Ciebie ale wydaje mi się, że to właśnie ty jesteś najlepszą osobą, której mógłbym się zwieżyć. Jeżeli nie chcesz czytać moich wypocin, po porstu skończ tutaj. Natomiast jeżeli chciałbyś mi jakoś pomóc będę Ci ogromnie wdzięczny. A więc...
Jest mi tak okropnie źle, smutno. Nie mam ochoty już żyć. Matka z ojcem jak zwykle pracują. Nie widuję ich praktycznie wcale. Siedzę sam w tym wielkim domu. Dzsiaj wybrałem się na spacer... W nocy. Wiem, że to było głupie, ale po prostu chciałem oderwać się od szarej rzeczywistości. Niesety zgubiłem się.. Wiem, że to śmieszne, bo przecież znam moje okolice bardzo dobrze, ale to prawda. Zgubiłem się. Znalazłem się w jakimś okręgu, w środku lasu. Później znalazłem kotka...Takiego malutkiego, ślicznego kotka. Niestety czegoś się wystraszył....a raczej kogoś. Zacząłem uciekać, przed jakimś okropnym facetem. Gonił mnie do samego domu. Udało mi się wyrwać z jego 'szponów', że tak napiszę, ale wciąż martwię się, że on może wrócić. Wiem, nie jestem malutki, ale to było straszne przeżycie. Chciałbym wrócić do Tokio. Zamieszkać gdzieś niedaleko Ciebie... Ja tu już wariuję Toshiro....
Eiji.'
Zamurowało mnie. Czyżby na prawdę było tak źle, jak napisał... No tak...przecież nie mógł by mnie okłamać, prawda?Nie odpisałem na maila teraz, gdyż miałem mało czasu na przygotowanie się do szkoły, a chciałem zrobić to co Eiji pokazywał mi w czasie jego jakże krótkiego pobytu w moim domu.
Wyłączyłem komputer po czym udałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic. Wciąż myslałem, co się dzieje z Eiji'm ... Martwiłem się. Szczerze się martwiłem, przecież była to moja rodzina. Bardzo bliska rodzina.. Wyszedłem spod przysznica. Zacząłem działać. Wykonywałem kolejno kroki, tak jak to robił chłopak. Po kilku minutach, mogłem ujrzeć wspaniałe rezultaty. Podziałało. Co tu ukrywać, wyglądałem zjawiskowo, inaczej, jednym słowem- zabójczo.
Wyszedłem z łazienki i skierowałem się do szafy. Chciałem dopełnić swój wygląd jakimś fajnym strojem. Po krótkim zastanowieniu, ubrałem czarne rórki, fioletową koszulkę i czarną bluzę. Kilka dodatków typu: pasek, kolczyki i mogłem ruszać.
Kiedy znalazłem się na dole, oczy domowników zwróciły się na mnie natychmiastowo.
- No no Toshiro, ale się wystroiłeś. - zaczął ojciec, czego byłem wręcz pewny. On nigdy sobie nie odpuści.
- Daj spokój, bo go zawstydzasz. Wygląda ślicznie. - tym razem mama dała o sobie znać.
- Ślicznie? Błagam was... Wygląda niczym bóg. - zaśmiała się Inoue, ale jej wypowiedź nie miała byc dla mnie komplementem, tylko zwykłą drwiną.
- Dajcie sobie wszyscy spokój. - rzuciłem i wyszedłem z domu, uprzednio zakładając ulubione, czarne trampki.
Idąc do szkoły, ciągle myślałem nad sytuacją kuzyna.
Może by odwiedzić go? Ale to przecież daleko...nie dałbym rady w tak krótkim czasie, jakim jest jeden dzień. Możeby poprosić rodziców o zwolnienie ze szkoły? Tak...to możebyć dobry pomysł, ale czy pozwoliliby mi na tak daleką podróż samemu...sądzę, że nie. INOUE! Tak...musiałbym ją poprosić...ale ona na pewno będzie żądała czegoś w zamian...sprzątania, usługiwania jej? U niej wszystko jest możliwe. Nikt nie wie co kryje się w jej małem móżdżku...Będę musiał spróbować. Przecież nie mogę go tak zostawić...
Lekcje minęły mi nadzwyczaj szybko. Oczywiście Eiji nie dawał spokoju moim myślom. Nie uważałem na żadnej lekcji...no bo po co? W przeszłości uczyłem się sam, więc to co oni mi teraz mówią mam w małym palcu. Wolę posiedzieć, porysować, może napisać coś, aniżeli słuchać nudnych wykładów na tematy dawno mi już znane.
Kiedy wróciłem do domu, postanowiłem zapytać się rodziców o pozwolenie na wyjazd, ale jak zwykle nie było ich w domu...praca. Oczywiście. Głupi pracoholicy. Miałem tego już dosyć, chociaż w sumie, mogłem robić co żywnie mi się podobało. Ale co za dużo wolności to nie zdrowo. Nawet kiedy oni byli w domu, mogłem robić co chiałem... Niestety o wyjazd lepiej się zapytam, jeszcze wyszłaby z tego nie wiadomo jaka afera i mojej wolności mógłbym powiedzieć ' sayonara' .
Inoue pewnie jeszcze nie wróciła. Jak zwykle szwęda się gdzieś z przyjaciółmi, kiedy ja jej potrzebuję, ale kiedy ona czegoś chce...muszę być na jedno kiwniecie palcem. Tak...hierarchia w mojej rodzinie obowiązywała. Przynajmniej wśród dzieci. Czytaj mnie i Inoue.
Postanowiłem nie odpisywać jeszcze na maila Eiji'ego, gdyż może udałoby mi się do niego pojechać. Wtedy oznajmiłbym mu to już za jednym razem. W takim bądź razie, poszedłem do salonu, uprzednio biorąc z lodówki pierwszy lepszy sok. Postawiłem karton na szklanym stoliku, po czym podszedłem do mojej jakże dużej kolekcji płyt DVD. Miałem ochotę na obejrzenie jakiegoś horroru. Wybrałem pierwszy w rzędzie, włączyłem go i usiadłem na kanapie.
Film nie był straszny. Muszę przyznać, że w niektórych momentach nawet mnie śmieszył. Grafika dobra, ale efekty specjalne...sztuczna krew...porażka. Jedna wielka porażka. Znudzony oglądaniem udałem się do kuchni. Jednak sam sok po długim dniu nie wystarczył by zaspokoić mój głód. Zabrałem się do przygotowywania, jakiegoś prowizorycznego obiadu. Miałem ochotę na kreweki, ale w domu były tylko małże. Fe..nie nawidzę małży. W dodatku wziąłem ostatni karton soku, jaki widniał w lodówce. W takim bądź razie, byłem zmuszony iść do sklepu. Wziąłem pieniądze, założyłem buty i ruszyłem w stronę najbliższego supermarket.
Po chwili stałem już w środku. Pierwszym działem, do którego sę skierowałem był dział z napojami. Włożyłem do koszyka sok po jednym kartonie z każdego rodzaju. Nie brałem tylko malinowego. Prawdę mówiąc nie przepadałem za malinami. Także ten sok, sokbie odpuściłem. Następnie poszedłem po krewetki. Wziąłem 5 paczek.
- No to dzisiaj na obiadzik wcinamy krewetki. - powiedziałem do siebie, po czym udałem sie do działu z czekoladą. Wziąłem duuuuużo czekolady. Nie bałem się, że przytyję. Zjadałem jedną czekoladę na dzień. To była część mojej diety. Prawdę mówiąc czekolada towarzyszyła mi wszędzie. Nawet eksperymentowałem trochę z nią. Krewetki w czekoladzie. Może to dziwnie brzmi, ale lubię to połączenie. Do tego sok i mogę umierać.
Po skończeniu zakupów, poszedłem do domu. Nie zatrzymywałem się już nigdzie. Fakt faktem, musiałem kupić sobie nowe słuchawki, ale to kiedy indziej. Chociaż, muszę je zakupić przed wyjazdem. Jak ja wytrzymam tyle czasu bez mojej muzyki? Zdechnę. To jest pewne.
Gdy dotarłem do domu, od raz wziąłem się za robienie obiadku. Wziąłem rondel i zacząłem rozpuszczać w niej czekoladę. Następnie przyżądziłem krewetki. Kiedy czekolada była gotowa, pojedynczo zanurzałem w niej krewetki, po czym odkładałem je na talerzyk. Czekolada nie spływała z nich, gdyż rozpuściłem 3 tabliczki, bez dodawania do nich niczego, co mogło spowodować zmianę jej konsystencji.
Po 15 minutach jedzonko było gotowe. Nareszcie. Dawno nie jadłem tego specyfiku mojego autorstwa. Nalałem do szklanki soku. Tym raze był on jabłkowy i zacząłem konsumpcję.
Podczas spożywania posiłku do domu wróciła Inoue.
- Fu...a ty znowu jesz to paskudztwo. - zaczęła od samych drzwi.
- Nie paskudztwo. Nie wierzysz to sama sprawdź. - wetknąłem jej do buzi jedną z moich malutkich przyjemności.
- Eh..no dobra muszę przyznać, że nie jest takie złe. - powiedziała z pełną buzią i poszła na górę zanieść torbę.
- I...Inoue? - zacząłem kiedy usiadła obok mnie i zaczęła podjadać MOJE jedzenie. Wiedziałem, że jej zasmakuje.
- Mhm? - mrukneła tylko, biorąc kolejne krewetki do ust.
- Mam pytanie. Ale poczekaj, zaraz przyjdę. - pobiegłem na górę po laptopa. Postanowiłem pokazać jej maila od Eijiego. Może wtdy będzie bardziej łaskawa i zgodzi się ze mną jechać? Bądź co bądź nie była złą siostrą. Nie oddałbym jej nikomu, ale czasem potrafiła zaleźć za skórę. - Chiała przeczytać maila od Eiji'ego, prawda? - zacząłem, schodząc ze schodów.
- No jasne! dawaj! - podekscytowana, 'skakała' na krzesle.
- Masz czytaj, a kiedy skończysz, będe miał do ciebie prośbę. Zgoda?
- Dobrze. Zgadzam się. - powiedziała.
- W takim razie proszę. - odparłem, podsuwając jej laptopa pod sam nos.
- O jejciu... - zaczęłą kiedy skończyła czytać.
- No właśnie, dlatego proszę Cię teraz, abyć pojechała ze mną do cioci i wujka.
- A...ale teraz? W tym momencie? Już? - zadawała mnóstwo pytan.
- Nie nie już. Ale Jeszcze w trym tygodniu. Najlepiej jutro, ale wątpię byśmy zdążyli do jutra. W takim razie w środę, ewentualnie w czwartek. - ciągnąłem.
- J...jasne, że pojadę. Nie możemy lekcewarzyć tego co nam napisał... - sam nie wierzyłem, że niczego nie żąda.
- Świetnie. Dziękuję. Teraz zostaje nam tylko poprosić o wyjazd rodziców. Ale...Inu, nie chcę pokazywać im tego co napisał. Wtedy mogłoby wyjśc coś...a ja nie chciałbym tego. Jeszcze rodzice zadzwoniliby do cioci i Eiji...miałby przerąbane. A tego nie chcę. Na prawde nie chcę. - tłumaczyłem.
- Oczywiście. To chyba jasne. Ale jest jeszcze jeden problem. Czy oni zgodzą się puścić nas w środku roku szkolnego...
- No i właśnie tu jest ten problem. Gula, przez którą utrudniona będzie nam pomoc Eiji'emu.
- Tak...masz rację. No. Posłuchaj mnie teraz. Jeżeli rodzice nie będą chceli się zgodzić na wyjazd...niestety będziemy musieli pokazać im tego maila. Tylko zaznaczymy im, żeby nie puszczali pary z ust. Będą musieli to zrozumieć. - powiedziała.
- Rozumiem. No dobrze. Tak zrobimy.
Po upływie 30 minut, drzwi frontowe się otworzył, a w nich ukazali się rodzice. Byli w bardzo dobrych chumorach, więc razem z siositrą postanowiliśmy uderzyc teraz.
- Mamo! Tato! Mamy do was prośbę. - zaczęła ona, gdyż jej zawsze rodzice pozwalali na więcej.
- Nie! My pierwsi. Słuchajcie. Ciocia z wujkiem chcieliby abyśmy przyjechali do nich na 2 tygodnie. Zgodziliśmy się. My wzięliśmy juz urlop, natomiast....czy chcecie jechać z nami? Wiem, że macie szkołę i może nie chcecie jej opuszczać...
- NIE! JEDZIEMY Z WAMI! - krzyknęlismy jednocześnie, przerywając naszej rodzicielce.
- W takim razie załatwione. Dzwonię do dyrektora waszej szkoły. A wy natychmiast się pakować! Wyjeżdżamy jeszcze dzisiaj w nocy. Tak chciałam, żeby zostali dłużej... - zarządziłą mama.
- Tak. - oboje przybiliśmy ' piątkę'.
- Udało sie co... - powiedziała Inu.
- Tak... - odpowiedziałem, po czym westchnąłem i pędem pognałem do mojego pokoju.
Po 2 godzinach pakowania. Byłem gotowy. W pokoju zostawiłem nieziemski burdel. Inoue siedziała u mnie na łóżku. Pomimo, że to ona jest dziewczyną, ja miałem większy kłopot co ze sobą zabrać.
- Wiesz... cieszę się, że jedziemy - zaczęła kiedy pakowałem fioletowe rórki.
- Ja także. Będziemy mogli mu pomóc...może nie jakoś specjalistycznie. Ale przynajmniej przez te 2 tygodnie nie będzie sam.
- Toshi? - zaczeła..
- Hm?
- Ale jeżeli rodzice będą musieli wrócic wcześniej...
- Poprosimy ich, o dłuższy pobyt. - uśmiechnałem się.
- To dobrze. Na prawdę zaintrygował mnie jego mail. - dodała.
- Mnie też Inu, mnie też... O! A co ty na to...
- hm? - przerwała mi,
- A możeby tak...poprosić ciocię i wujka, żeby przenieśli Eiji'ego do naszej szkoły. Wtedy zamieszkał by z nami...nie byłby sam...
- To świetny pomysł...ale niestety nie wykonalny. - pokazała mi język.
- Dlaczego nie wykonalny? Przecież można spróbować.. - broniłem swojego.
- Można, można, ale czy to coś da? - zapytała wychodząc.
- Nie wiem, ale spróbować nie zaszkodzi. - westchnąłem zamykając zwalizkę.
***
wiem, że nie jest to nadzwyczajne... ._.
Subskrybuj:
Posty (Atom)