wtorek, 14 sierpnia 2012
Rozdział X
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
Na pociąg nie musieliśmy czekać długo. Po zaledwie 15 minutach siedzieliśmy już w czerwonych, wygodnych fotelach. Żałowałem, że nie wziąłem gitary. Nie grałem już ponad 2 tygodnie. Niestety na razie grać i tak nie będę mógł.
- Toshiro?
- Hm?
- Wziąłeś kąpielówki?
- No jasne.
- Aha.
- Nie mów, że nie wziąłeś. - zacząłem się smiać.
- No pewnie, że wziąłem. - powiedział to trochę niepewnie.
- Ale? - powiedziałem zadziornie.
- Ale nie ten kolor.
- A jaki wziąłeś?
- Nie ważne.
- No pooooooowiedz... - zobiłem słodką minkę. - Przecież się nie będę śmiał. Jak chcesz to pierwszy Ci powiem.
- No to powiedz.
- Ja mam....uwaga uwaga. CZARNE! - zamachałem teatralnie rękoma. - Teraz ty. - wytknąłem język.
- ...
- Jakie? Bo nie dosłyszałem.
- Różowe!
- O. haha. - zasmiałem się. - I to o to chodziło?
- Noo...chopak w różowym stroju kąpielowym?
- I co w tym takiego dziwnego? Popatrz na tych wszystkich pływaków.
- Ale oni mają przeważnie czarne stroje.
- Aaaaa! Nie prawda!. Bo wczoraj jak poszedłeś do łazienki, a ja sprzątałem, to jeden z pływaczków wystroił się w takie żarowiasto-różowe gacie. -wyszczeżyłem się.
- Ale to wiesz...gwiazdy i w ogóle.
- Ty też jesteś gwiazdą. A teraz nie marudź, bo od pływania się nie wymigasz. - wytknałem na niego wskazujący palec. - Zrozumiano?
- Wiesz co?
- Co.
- Czasem jesteś gorszy od moich rodziców.
- No wiem.
- Ale w wielu rzeczach jesteś lepszy.
- W jakich na przykład?
- Nie zostawiasz mnie samego.
- Ah...
- Jesteśmy na miejscu. Chodź. - złapał mnie za rękę a mi zrobiło się, jak zwykle gorąco.
Po wyjściu z pociągu skierowaliśmy się prosto na plażę. Dzień był bardzo ciepły. Wręcz upalny, dlatego taki odpoczynek dobrze nam zrobi.
- Eiji...
- Hm?
- Wskakuj w kąpielówki.
- Ani mi sie śni.
- No jak to? Przyjechałeś tutaj pociedzieć na piasku? Równie dobrze mogłeś iść do piaskownicy.
- Na pewno nie w tym różowym świństwie.
- To dlaczego nie wziąłeś innych?
- Dlatego, że spieszyłem się i nie spojrzałem na kolor. A one leżały obok niebieskich.
- I wszystko jasne. Ale...w takim bądź razie, dlaczego kupiłeś różowe? Nie mów, że znowu się pomyliłeś?
- Nie. Nie pomyliłem się. - wytknął mi język. - To prezent od babci. Wiesz...ból, że nie ma jedynej wnusi cały czas odbija się na moich prezentach. A dlaczego? Bo do mnie ma najbliżej i za każdym razem kiedy przyjeżdża, kupuje mi coś. Od pozytywki po własnie różowe gacie.
- Uuuu...znam to uczucie.
- No ale co. Przecież nie powiem do niej ' Babciu przywoź mi MĘSKIE prezenty, albo wcale'. To by ją kompletnie załamało.
- No taak...Eh...dobra. Daj te gacie. Ja je założę...
- Na serio? - momentalnie się rozpromienił.
- Ano. Skoro mam pływać sam. Poświęcę się.
- Ah! Jesteś wspaniały!. - zaczął podskakiwać jak mała dziewczynka, która właśnie dostała ogromnego lizaka, albo nastolatka, która znalazła na wyprzedaży jakąś modną torebkę.
- No wiem, wiem. - uśmiechnąłem się. Patrzyłem na niego i nie dowierzałem, że jest ten to sam chłopak, którego widziałem 5 lat temu. To było niemożliwe. Tak radykalna zmiana może nastąpić chyba tylko w filmach. A jednak. Cieszy mnie to. I to bardzo.
Pomimo tak ładnej pogody było stosunkowo mało ludzi. Malutkie grupki osób porozrzucane po całej powierzchni, czyniły plażę jeszcze większą niż w rzeczywistości była. W sumie cieszyłem się z takiej frekfencji. Nie zawsze zdarzało mi się paradować w takich ubraniach. W takim ubraniu, prawdę powiedziawszy. Moją uwagę przyciągnęło troje nastolatków. A dokładniej dwie dziewczyny i chłopak. Rodzeństwo? Nie byłem pewien. Jedna z nich, długowłosa, szczupła brunetka z rudą grzywką, jak przypuszczam dopinaną, ale kto tam wie, robiła na piasku najróżniejszej trudności akrobacje. Natomiast druga, siedziała na żółtym kocu wraz z chłopakiem i obserwowała wyczyny siostry jak mniemam. Ta również miała długie, ciemne włosy, oraz grzywkę, w tym samym kolorze. Co wszyscy rzucają się na te grzywki? Ale co ja się czepiam. Przecież sam również mam takową. Natura nie poszczędziła dla niej niczego. Figurę miała wręcz idealną. Jej czerwony strój kąpielowy rzucił mi się w oczy. Był bardzo ładny. Krojem podobny do stroju akrobatki, ale jej był w odcieniach pomarańczu. Dlaczego zważam na takie rzeczy? Przecież to mój blonadsek miał paradować po plaży w różowych gaciach, gdyby nie moja wspaniałomyślność, aby mu tego oszczędzić. W sumie...to chętnie bym go w tym zobaczył. A tym czasem, to ja będę brany na języki. Nie wiem jakie to wyzwiska popłyną w moją stronę z falami wody, ale na pewno nie obejdzie się bez ' haha patrzcie. pedał w różowych gaciach.', ale czy dużo sie pomylili? Ani troszkę. W końcu jestem pedałem. Ah...wciąż w to nie wierzę. A jednak. A więc... ten chłopak, miał włosy mniej więcej tego samego koloru co jego towarzyszki. Dobrze ułożone. Mógłbym żec, że bardzo dobrze...
- Toshiro? - z zamyślenia wyrwał mnie właściciel chabrowo niebieskich oczu.
- Hm?
- Widzisz tę trójkę tam? - wskazał swym smukłym palcem w stronę osób, które przed chwila obserwowałem.
- Ano.
- Możeby podejść i się przywitać? - zapytał. - Wyglądają dosyć przyjaźnie.
- Czemu nie? - sam siebie zadziwiam.
- To chodź. - zaczął biec.
- Ej! No poczekaj! - ruszyłem za nim.
- Hej! - zaczął rytuał zapoznawczy. - Jestem Eiji Matsushito. Miło mi was poznać.
- Cześć. - odezwał się chłopak. - Nam również. Siadajcie. - dodał kiedy zdążyłem do nich dobiec.
- Nazywam się Toshiro Sugiyama. - wydyszałem a on się roześmiał.
- Siadaj już bo tutaj padniesz. - dodał. - Jestem Koichi Nakanori.
- A ja Harumi Nakanori. - wtrąciła dziewczyna siedząca obok chłopaka. - Widzicie tą tam. - wskazała na agrobatkę. - To Mayu.
- Czyli jesteście rodzeństwem. Zgadza się? - zapytałem.
- Tak. - uśmiechnał się Koichi.
- Może opowiedzielibyście nam trochę o sobie? Wyglądacie bardzo interesująco. - roześmiał sie Eiji.
- Hm...co by tu opowiadać. Mieszkamy w Shizuoce. Aktualnie jesteśmy u rodziny w Osace. Dokładniej u babci. Jeżeli chodzi o wiek, to wszyscy mamy po 17 lat. - usmiechnął się. - Jak to możliwe? - uprzedził moje pytanie. - Ja i Harumi jesteśmy jakby to powiedzieć...bliźniętami.
- Dwujajowymi. - wtrąciła ciemnowłosa.
- Natomiast Mayu jest naszą przyrodnią siostrą. Nasza mama zginęła w wypadku samochodowym 6 lat temu. Jakiś palant wyprzedzał ciężarówką ' na trzeciego' jak to się mówi i zepchnął ją. Niestety było dość wysoko...przepaść i takie tam. - spuścił głowę.
- Przykro nam. - powiedziałem.
- Już się z tym pogodziliśmy. - usiłował wymusić uśmiech. - Natomiast Mayu...Jej tata umarł na raka mniej więcej w podobnym czasie co mama. Nasi rodzice ponownie się pobrali... - zatrzymał się. - Hm...4 lata temu? Tak..to chyba tyle nie? - zwrócił się do Harumi, a ona potwierdziła jego słowa skinieniem głowy. Niestety niedawno...bo niecały rok temu jej mama także zmarła. Została bez rodziców. No ale ma nas i wspieramy ją jak tylko się da. Kochamy ją.
- Rozumiem. - uśmiechnąłem się. - Przykro mi z jej powodu. Na prawdę.
- Każdemu jest przykro. - dodał.
- Wracając do tematu o nas. Niedługo przenosimy się do Tokio. Ze względu na Mayu. Popatrzcie na jej wyczyny. Ojciec za wszelką cenę, chce, żeby spełniła swoje marzenia.
- Chce być akrobatką? - zapytał blondasek.
- Nie. - roześmiał się. - Gimnastyczką. - sprostował.
- Oh.
- Zgłodniałam. - powiedziała po kilku minutach Harumi.
- O! To ja przyniosę. - zaproponowałem. Czułem się dobrze w ich towarzystwie.
- A no właśnie! Idź - poprosił Eiji.
- Już się robi. - i pognałem spowrotem do naszych 'bagaży' . Wróciłem po niecałych 5 minutach. Ponownie zdyszany.
- Co tak długo? - zapytał mój kuzynek. Boże..jak to boli, że on jest moją rodziną.
- Musiałem tego poczukać i złożyć. - wydyszałem, po raz kolejny już dzisiaj. - Prosz. - podałem mu plecak, a on zaczął wyciągać z niego wszystkie smakołyki, które zrobiłem.
- Mayu! - krzyczał Koichi.
- Hę? - zapytała kończąc swój popisowy numer.
- Chodź. Poznasz kogoś!
- Już lecę. - i przybiegła do nas w zastraszającym tępie.
- To Toshiro i Eiji. - wskazał kolejno na nas brunet.
- O miło mi was poznać. Mayu. - lekko dygnęła na przywitanie.
- Wiemy. - powiedzielismy churem.
- Usiądź. - dodała Haru.
- A no właśnie. Teraz wy opowiedzcie coś o sobie. - poprosił Koichi. I tak kolejno zaczęliśmy im opowiadać nasze historie. Oczywiście ja ani słowem nie wspomniałem, że jestem gejem. Jeszcze bym ich wystraszył i co? A dotego przenoszą się do Tokio...może by tak podtrzymać tą znajomość?
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Rozdział IX
Majsz czytaj xd
***
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
Niedziela minęła nam na snuciu planów, jak to przyjemnie będzie nam się mieszkało razem w Tokio. Eiji będzie chodził do mojej szkoły. Moi rodzice postarają się, żeby trafił do tej samej klasy co ja. Jestem tego pewien, zresztą poproszę ich o to. Tymczasem jest poniedziałek, godzina 5:30. Obudziłem się bardzo wcześnie. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie męczyły mnie koszmary, ani nic podobnego. Skoro i tak nie zasnę, postanowiłem więc upichcić coś na śniadanie. Miałem duuużo czasu. Podczas tych dwóch tygodni Eiji zawsze wychodził z pokoju około godziny 9:00. W lodówce było pełno jedzenia. Mogę się popisać i zaimponować blondaskowi. Na samą myśl o tym uśmiech ukazał się na mojej twarzy.
Wstałem i udałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, wyszczotkowałem zęby, włosy zostawiłem tak jak są. Nawet ich nie uczesałem. Same się ułożą jak wyschną. Przynajmniej miałem taką nadzieję. Założyłem szare dresy i czarny, luźniejszy niż zwykle t-shirt, po czym spojrzałem na zegarek. Minęło 30 minut. Świetnie. Miałem jeszcze 3 godziny do pobóki mojej księżniczki. Pędem zbiegłem na dół. Spałem w pokoju gościnnym, który znajdował się obok świątyni spokoju blondaska, dlatego zachowywałem się jak naciszej. Po dotarciu do kuchni, od razu wziąłem się za gotowanie. Nie mogłem zrobić krewetek w czekoladzie, bo to już jadł. Postanowiłem przyżądzić coś z książki kucharskiej. Wbrałem ładnie wizualnie danie, ale dosyć łatwe. Nie chciałem wyjść na głupa i popisać się swym nieumiejętnym zrobieniem, tak łatwej potrawy. Powoli jedzenie zaczynało powstawać.
Narracja pierwszoosobowa ( Eiji )
Jakoś tak ładnie pachnie...Możeby w końcu wstać? Ale tak mi się nie chce...Uh...jak zawsze w poniedziałek. Dziewiąta. Jak sobie pomyślę, że miałbym wstać o szóstej to mi się słabo robi. Możeby iść się trochę bardziej ogranąć niż zwykle? Ale po co? Przecież zakupy zrobione...Przeczuwam kolejny dzień spędzony w domu. Może w Tokio będzie więcej ruchu? Mam nadzieję. - wygrzebałem się z pościeli i powędrowałem do łazienki. Po kilku minutach wyszedłem już jako tako ogarnięty. Założyłem czarne rurki oraz niebieską koszulkę. Nieco ułożyłem czuprynkę i zszedłem na dół.
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
O! Czyżby Księżniczka się już obudziła? Ahh...a ja własnie skończyłem!- klasnąłem w ręce.
- Cześć. A co ty już na nogach? - zapytał kiedy zobaczył mnie stojącego przy kuchni.
- Słonko, ja jestem na nogach już od piątej trzydzieści. - odparłem.
- Słonko? - zapytał z niedowierzaniem.
- No co. Nie mogłem się do Ciebie tak odezwać? Dobrze. Juz nie będę. Mogę się w ogóle nie odzywać. - zrobiłem zagniewaną minę.
- Aj, nie no coś ty. Nie przeszkadza mi to, ale weź się nie gniewaj.
- A czy ja się gniewam? - wyszczeżyłem się do niego.
- Yh...Toshiro...ja Cię chyba kiedys uduszę wiesz?
- No przecież wiem. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Dlaczego wstałeś tak szybko? - zapytał siadając przy stole.
- Ano, nie mogłem spać, dlatego nie męczyłem się już, tylko przyszedłem zrobić śniadanie.
- Jadłeś już?
- Nieee...
- ROBIŁEŚ ŚNIADANIE 3 GODZINY? - wybałuszył oczy.
- No tak.
- OSZALAŁEŚ?
- Nie. No co ty? Chciałem zrobić coś dobrego. Ciągle krewetek w czekoladzie, albo zupek błyskawicznych jeść nie będziemy ne?
- No nieee, ale dlaczego...
- Dlatego, żebyś się pytał. A teraz nie marudź tylko jedz. Bo wystygnie i co? Całe 3 godziny mojego życia pójdą na marne. - przerwałem mu.
- E..a..no dobra.
- Nie smakuje Ci? - zapytałem po kilku sekundach.
- Nie, nie jest świetne. Ale zastanawiam się nad czymś.
- Nad czym? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście.
- No jasne. Martwi mnie, czy dam sobie radę w Tokio. Czy ludzie mnie zaakceptują...
- Takiego ślicznego blondynka wszyscy będą podziwiać. - chwyciłem go za policzki. - A nauką się nie przejmuj. Sądzę, że poziom jest taki sam jak tu.
- Mam taką nadzieję.
- Nie martw się. Przecież od czego masz mnie?
- Ślicznego blondynka? - zrobił zaczepną minę, a ja poczułem, że się rumienię.
- Ano...Dobra jedz! Bo to zimne już! - nie ma to jak umiejętna zmiana tematu.
- Dzisiaj też będziemy siedzieć w domu? - zapytał kiedy zbierałem talerze ze stołu.
- Um..no nie wiem. A masz jakiś pomysł?
- Właściwie to nie...ale jakby tak wybrać się gdzieś na wycieczkę?
- Co masz na myśli?
- Przecież morze mamy niedaleko...
- Nad morze? - uśmiechnąłem się.
- Czemu by nie. Sądzę, że można by się tam udać.
- To jest nie głupi pomysł wiesz?
- Uwielbiam morze. Przypomina mi dzieciństwo...
- Dlaczego?
- Jak już Ci mówiłem, rodzice zawsze wstydzili się mnie ze sobą zabierać, ale tego dnia, tego jednego dnia pojechałem z nimi nad morze. Nigdy więcej tam nie byłem. Niezapomniane wspomnienia.
- Na prawdę?
- No tak. Sam jakoś nigdy nie chciałem tam jechać. Ale wiesz. To żadna frajda jeżeli jesteś sam.
- A teraz pojedziemy we dwójkę! - Którą mamy godzinę?
- Dziesiąta dwadzieścia pięć.
- Rozumiem. To co? O dwónastej byśmy pojechali?
- Ano. Sądzę, że tyle czasu nam wystaczy, żeby się ubrać.
- I spakować. - dodałem.
- A co ty chcesz brać oprócz kąpielówek?
- A jedzenie? Jakieś koce? O tym nie pomyslałeś mądralo? - zmierzwiłem mu włosy.
- Dobra nie pomyslałem. A teraz zmykaj na górę! Ja skorzystam z łazienki na dole.
- A naczynia?
- Wrzuć do zmywarki. Nic im się nie stanie, jeżeli umyjemy je później.
- No dobra. To lecę! E, E, E, E, E, Eiji! - Krzyknąłem zawracając na schodach.
- Hm?
- Tylko nie wystrój się tak bardzo ok?
- Dlaczego?
- Ano, bo...
- No bo?
- Bo ktoś Cię jeszcze porwie! - zaśmiałem się bardzo głośno.
- Ja Cię!. - zaczął mnie gonić.
- Nie! Nie! Nie bij błagam! - wbiegłem do łazienki i poslizgnąłem się na mokrej podłodze. - Auuu! - złapałem się za tył głow. - Ssssss jak boliiii...
- Toshiro! Ja Cię uduszę, zabiję! - krzyczał biegnąć po schodach. - Co się stało.? - zapytał kiedy zobaczył mnie siedzącego na podłodze.
- Nie nic. Nie ważne.
- No jak nie ważne. Przecież widzę.
- Oj. Poślizgnąłem się.
- No i co? Tak trudno było się przyznać? Mój dumny Toshircio...
- Oj dobra już. - zrobiłem naburmuszoną minę.
- No chodź. Pokarz co sobie zrobiłeś.
- Dobra. Nie trzeba. Idź szykuj się. Ja zaraz przyjdę i zrobię prowiant. - uśmiechnąłem się.
- No jasne. - wyszedł z łazienki, a ja zamknąłem się na klucz.
Wziąłem na ręce trochę gumy i zacząłem układać włosy. Po skończeniu skierowałem się do 'swojego' pokoju. Wyjąłem z szafy czerwone rurki i białą koszulkę z nadrukiem London Eye. Na końcu założyłem czarną bluzę i poszedłem na dół. Podczas przygotowywania posiłku, który mieliśmy zjeść na plaży, do kuchni wszedł Eiji trzymając dwa koce. Ubrany był w czarne rurki i beżową koszulkę bez nadruku. Niebieska bluza podkreślała kolor jego oczu, przez co miałem wrażenie, że mam przez sobą boga. Włosy układały mu sie wymienicie. Jestem ciekaw czy po pluskaniu w wodzie, będzie wyglądał równie dobrze. Chociaż zacznijmy od tego. Kiedy on nie wygląda dobrze? NIGDY! No własnie.
- I jak?
- Już kończę.
- Świetnie. Koce są przygotowane. Niebieski i fioletowy. Pasuje?
- No jasne. Ja chcę fioletowy.
- Uf...już się bałem.
- Czego?
- Że weźmiesz mój kocuś. - pogładził niebieski koc.
- No coś ty. Ja? - zacząłem się śmiać.
- Z czego się tak cieszysz?
- Z tego, że dostanę fioletowy kocyk! - pokazałem mu język.
- Chcesz żebym znowu Cię gonił? - zapytał z szerokim uśmniechem na twarzy.
- Nie, nie , nie błagam. Tylko nie to. - machałem rękoma.
- No właśnie.
- Dawaj plecak.
- Do czego?
- A w czym chciałeś wziąć jedzonko i kocyki?
- No w...plecaku.
- No własnie. A więc przynieś go.
- Już lecę. - pognał.
- Ah...jaki on słodki. - powiedziałem do siebie.
- Już! Może być ten? - przyszedł po kilku sekundach.
- No jasne. Oczywiście z niebieskim?
- No...a nie może być?
- No pewnie, że może. Niebieski to twój ulubony kolor?
- Um. Kojarzy mi się z niebem, morzem...
- A mi z twoimi oczami wiesz? Są śliczne. - patrzyłem na niego. - Em. sorki. - podrapałem się po potylicy.
- Nie, nie spoko. Chodźmy już ok?
- No jasne. - włożyłem jedzenie i koce do plecaka, po czym założyłem czarne trampki i razem z Eiji'm powędrowalismy na przystanek.
***
Klio! Podobało Ci się? ^^
***
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
Niedziela minęła nam na snuciu planów, jak to przyjemnie będzie nam się mieszkało razem w Tokio. Eiji będzie chodził do mojej szkoły. Moi rodzice postarają się, żeby trafił do tej samej klasy co ja. Jestem tego pewien, zresztą poproszę ich o to. Tymczasem jest poniedziałek, godzina 5:30. Obudziłem się bardzo wcześnie. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie męczyły mnie koszmary, ani nic podobnego. Skoro i tak nie zasnę, postanowiłem więc upichcić coś na śniadanie. Miałem duuużo czasu. Podczas tych dwóch tygodni Eiji zawsze wychodził z pokoju około godziny 9:00. W lodówce było pełno jedzenia. Mogę się popisać i zaimponować blondaskowi. Na samą myśl o tym uśmiech ukazał się na mojej twarzy.
Wstałem i udałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, wyszczotkowałem zęby, włosy zostawiłem tak jak są. Nawet ich nie uczesałem. Same się ułożą jak wyschną. Przynajmniej miałem taką nadzieję. Założyłem szare dresy i czarny, luźniejszy niż zwykle t-shirt, po czym spojrzałem na zegarek. Minęło 30 minut. Świetnie. Miałem jeszcze 3 godziny do pobóki mojej księżniczki. Pędem zbiegłem na dół. Spałem w pokoju gościnnym, który znajdował się obok świątyni spokoju blondaska, dlatego zachowywałem się jak naciszej. Po dotarciu do kuchni, od razu wziąłem się za gotowanie. Nie mogłem zrobić krewetek w czekoladzie, bo to już jadł. Postanowiłem przyżądzić coś z książki kucharskiej. Wbrałem ładnie wizualnie danie, ale dosyć łatwe. Nie chciałem wyjść na głupa i popisać się swym nieumiejętnym zrobieniem, tak łatwej potrawy. Powoli jedzenie zaczynało powstawać.
Narracja pierwszoosobowa ( Eiji )
Jakoś tak ładnie pachnie...Możeby w końcu wstać? Ale tak mi się nie chce...Uh...jak zawsze w poniedziałek. Dziewiąta. Jak sobie pomyślę, że miałbym wstać o szóstej to mi się słabo robi. Możeby iść się trochę bardziej ogranąć niż zwykle? Ale po co? Przecież zakupy zrobione...Przeczuwam kolejny dzień spędzony w domu. Może w Tokio będzie więcej ruchu? Mam nadzieję. - wygrzebałem się z pościeli i powędrowałem do łazienki. Po kilku minutach wyszedłem już jako tako ogarnięty. Założyłem czarne rurki oraz niebieską koszulkę. Nieco ułożyłem czuprynkę i zszedłem na dół.
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
O! Czyżby Księżniczka się już obudziła? Ahh...a ja własnie skończyłem!- klasnąłem w ręce.
- Cześć. A co ty już na nogach? - zapytał kiedy zobaczył mnie stojącego przy kuchni.
- Słonko, ja jestem na nogach już od piątej trzydzieści. - odparłem.
- Słonko? - zapytał z niedowierzaniem.
- No co. Nie mogłem się do Ciebie tak odezwać? Dobrze. Juz nie będę. Mogę się w ogóle nie odzywać. - zrobiłem zagniewaną minę.
- Aj, nie no coś ty. Nie przeszkadza mi to, ale weź się nie gniewaj.
- A czy ja się gniewam? - wyszczeżyłem się do niego.
- Yh...Toshiro...ja Cię chyba kiedys uduszę wiesz?
- No przecież wiem. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Dlaczego wstałeś tak szybko? - zapytał siadając przy stole.
- Ano, nie mogłem spać, dlatego nie męczyłem się już, tylko przyszedłem zrobić śniadanie.
- Jadłeś już?
- Nieee...
- ROBIŁEŚ ŚNIADANIE 3 GODZINY? - wybałuszył oczy.
- No tak.
- OSZALAŁEŚ?
- Nie. No co ty? Chciałem zrobić coś dobrego. Ciągle krewetek w czekoladzie, albo zupek błyskawicznych jeść nie będziemy ne?
- No nieee, ale dlaczego...
- Dlatego, żebyś się pytał. A teraz nie marudź tylko jedz. Bo wystygnie i co? Całe 3 godziny mojego życia pójdą na marne. - przerwałem mu.
- E..a..no dobra.
- Nie smakuje Ci? - zapytałem po kilku sekundach.
- Nie, nie jest świetne. Ale zastanawiam się nad czymś.
- Nad czym? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście.
- No jasne. Martwi mnie, czy dam sobie radę w Tokio. Czy ludzie mnie zaakceptują...
- Takiego ślicznego blondynka wszyscy będą podziwiać. - chwyciłem go za policzki. - A nauką się nie przejmuj. Sądzę, że poziom jest taki sam jak tu.
- Mam taką nadzieję.
- Nie martw się. Przecież od czego masz mnie?
- Ślicznego blondynka? - zrobił zaczepną minę, a ja poczułem, że się rumienię.
- Ano...Dobra jedz! Bo to zimne już! - nie ma to jak umiejętna zmiana tematu.
- Dzisiaj też będziemy siedzieć w domu? - zapytał kiedy zbierałem talerze ze stołu.
- Um..no nie wiem. A masz jakiś pomysł?
- Właściwie to nie...ale jakby tak wybrać się gdzieś na wycieczkę?
- Co masz na myśli?
- Przecież morze mamy niedaleko...
- Nad morze? - uśmiechnąłem się.
- Czemu by nie. Sądzę, że można by się tam udać.
- To jest nie głupi pomysł wiesz?
- Uwielbiam morze. Przypomina mi dzieciństwo...
- Dlaczego?
- Jak już Ci mówiłem, rodzice zawsze wstydzili się mnie ze sobą zabierać, ale tego dnia, tego jednego dnia pojechałem z nimi nad morze. Nigdy więcej tam nie byłem. Niezapomniane wspomnienia.
- Na prawdę?
- No tak. Sam jakoś nigdy nie chciałem tam jechać. Ale wiesz. To żadna frajda jeżeli jesteś sam.
- A teraz pojedziemy we dwójkę! - Którą mamy godzinę?
- Dziesiąta dwadzieścia pięć.
- Rozumiem. To co? O dwónastej byśmy pojechali?
- Ano. Sądzę, że tyle czasu nam wystaczy, żeby się ubrać.
- I spakować. - dodałem.
- A co ty chcesz brać oprócz kąpielówek?
- A jedzenie? Jakieś koce? O tym nie pomyslałeś mądralo? - zmierzwiłem mu włosy.
- Dobra nie pomyslałem. A teraz zmykaj na górę! Ja skorzystam z łazienki na dole.
- A naczynia?
- Wrzuć do zmywarki. Nic im się nie stanie, jeżeli umyjemy je później.
- No dobra. To lecę! E, E, E, E, E, Eiji! - Krzyknąłem zawracając na schodach.
- Hm?
- Tylko nie wystrój się tak bardzo ok?
- Dlaczego?
- Ano, bo...
- No bo?
- Bo ktoś Cię jeszcze porwie! - zaśmiałem się bardzo głośno.
- Ja Cię!. - zaczął mnie gonić.
- Nie! Nie! Nie bij błagam! - wbiegłem do łazienki i poslizgnąłem się na mokrej podłodze. - Auuu! - złapałem się za tył głow. - Ssssss jak boliiii...
- Toshiro! Ja Cię uduszę, zabiję! - krzyczał biegnąć po schodach. - Co się stało.? - zapytał kiedy zobaczył mnie siedzącego na podłodze.
- Nie nic. Nie ważne.
- No jak nie ważne. Przecież widzę.
- Oj. Poślizgnąłem się.
- No i co? Tak trudno było się przyznać? Mój dumny Toshircio...
- Oj dobra już. - zrobiłem naburmuszoną minę.
- No chodź. Pokarz co sobie zrobiłeś.
- Dobra. Nie trzeba. Idź szykuj się. Ja zaraz przyjdę i zrobię prowiant. - uśmiechnąłem się.
- No jasne. - wyszedł z łazienki, a ja zamknąłem się na klucz.
Wziąłem na ręce trochę gumy i zacząłem układać włosy. Po skończeniu skierowałem się do 'swojego' pokoju. Wyjąłem z szafy czerwone rurki i białą koszulkę z nadrukiem London Eye. Na końcu założyłem czarną bluzę i poszedłem na dół. Podczas przygotowywania posiłku, który mieliśmy zjeść na plaży, do kuchni wszedł Eiji trzymając dwa koce. Ubrany był w czarne rurki i beżową koszulkę bez nadruku. Niebieska bluza podkreślała kolor jego oczu, przez co miałem wrażenie, że mam przez sobą boga. Włosy układały mu sie wymienicie. Jestem ciekaw czy po pluskaniu w wodzie, będzie wyglądał równie dobrze. Chociaż zacznijmy od tego. Kiedy on nie wygląda dobrze? NIGDY! No własnie.
- I jak?
- Już kończę.
- Świetnie. Koce są przygotowane. Niebieski i fioletowy. Pasuje?
- No jasne. Ja chcę fioletowy.
- Uf...już się bałem.
- Czego?
- Że weźmiesz mój kocuś. - pogładził niebieski koc.
- No coś ty. Ja? - zacząłem się śmiać.
- Z czego się tak cieszysz?
- Z tego, że dostanę fioletowy kocyk! - pokazałem mu język.
- Chcesz żebym znowu Cię gonił? - zapytał z szerokim uśmniechem na twarzy.
- Nie, nie , nie błagam. Tylko nie to. - machałem rękoma.
- No właśnie.
- Dawaj plecak.
- Do czego?
- A w czym chciałeś wziąć jedzonko i kocyki?
- No w...plecaku.
- No własnie. A więc przynieś go.
- Już lecę. - pognał.
- Ah...jaki on słodki. - powiedziałem do siebie.
- Już! Może być ten? - przyszedł po kilku sekundach.
- No jasne. Oczywiście z niebieskim?
- No...a nie może być?
- No pewnie, że może. Niebieski to twój ulubony kolor?
- Um. Kojarzy mi się z niebem, morzem...
- A mi z twoimi oczami wiesz? Są śliczne. - patrzyłem na niego. - Em. sorki. - podrapałem się po potylicy.
- Nie, nie spoko. Chodźmy już ok?
- No jasne. - włożyłem jedzenie i koce do plecaka, po czym założyłem czarne trampki i razem z Eiji'm powędrowalismy na przystanek.
***
Klio! Podobało Ci się? ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)