czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział III

Narracja pierwszoosobowa. (Toshiro)


***



Oglądanie upłynęło nam szybko. Film był świetny a towarzystwo jeszcze lepsze. Nawet nie wiedziałem, że tak bardzo polubię Eiji'ego. Zważając, że przecież kiedyś nienawidziliśmy się z całego serca.
Po napisach końcowych udaliśmy się do łazienki znajdującej się w moim pokoju. Koniecznie chciałem wypróbować patent na jego fryzurę.
- No dobra Toshiro, czas poddać Cię wspaniałemu zabiegowi - zaśmiał się głośno. Moje obawy znów powróciły. A jeśli on mi zniszczy czuprynę? No błagam...
- E...Eiji? Nic im nie zrobisz prawda? - spojrzałem błagającym wzrokiem, wskazując palcem na mokre już włosy.
- No co ty? Oszalałeś? Oczywiście, że zrobię. - zamarłem - Przecież chcesz je odregenerować, co nie? - bicie serca powróciło.
- Tak..., dobra rób to już - powiedziałem spuszczając głowę , a w duszy błagając o litość.
Chłopak co chwila wyjmował z torby jakieś specyfiki. Było ich mnóstwo. Nagle podnósł moją głowę. Spojrzałem mu głęboko w oczy. Dostrzegłem w nich jakby smutek, połączony ze szczęściem i skupieniem...
Przecież to jest niemożliwe...
Z rozmyśleń wyrwał mnie zimny podmuch suszarki.
- Jeśli będziesz suszył gorącym powietrzem, twoje włosy będą suche, a przecież tego nie chcemy. - wyszczerzył się.
Rany jakie on ma białe zęby...o, o czym ty myślisz idioto?
Uderzyłem się otwartą dłonią w czoło. Na mój ruch Eiji zaśmiał się cicho. Pewnie pomyślał, że dotyczyło to jego wypowiedzi.
- No dobra. Koniec. Teraz ułożymy. - zaczął po kolei opisywać kroki.
- Gotowe! - krzyknął kiedy zaczynałem przysypiać.
- J..Już? - zapytałem ziewając i przecierając oczy.
- No! Ja tu się produkuję, a ty bez cienia krępacji sobie zasypiasz? - zaczął się wydzierać. 
- E..e...przepraszam - schyliłem głowę. Było mi głupio. W końcu on robił to wszystko dla mnie. Nie moja wina, że kiedy ktoś bawi się moimi włosami, czuję się taki odprężony...
- O. okej Toshiro, to był taki żart! - chłopak przestraszył się mojej reakcji.
- Okjee! - krzyknąłem, przewróciłem chłopaka na podłogę i zacząłem go łaskotać.
- Ej! Przestań! Błagam! - darł się w niebo głosy.
- Okey okey. Wystarczy. - uśmiechnąłem się przyjaźnie. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Nagle usłyszęliśmy krzyki na dole. 
- Rodzice. - powiedzieliśmy jednocześnie.
­- Eiji! Eiji! Eiji! Dziecko! Szybko, błagam Cię szybko. Musimy jechać. Tata został wezwany do pracy. Musi być tam już jutro rano. Wiesz jak to daleko. Musimy zdążyć. - ciocia zaczęła tłumaczyć kiedy wpadła do pokoju nawet nie pukając.
- D..Ddobrze mamo. Już się pakuję. - na twarzy Eiji'ego natychmiastowo wystąpił smutek. 


15 minut później...


- Dowidzenia Toshiro. Żegnaj. Mam nadzieję, że dane nam będzie jeszcze się kiedyś spotkać. Załuję, że nasz pobyt tu był taki krótki. Miałem nadzieję, że rodzice zgodzą się zostać u Ciebie dwa tygodnie. Chciałem dzisiaj z nimi o tym porozmawiać, ale jak widzisz, nie dane nam było spędzić ze sobą nawet dwóch dni. - Eiji ciągnął swoją przemowę.
- Przyjedź do nas pociągiem. Na całe wakacje. Liczę, że twoi rodzice się zgodzą. Muszą. - pocieszyłęm go. 
- Porozmawiam z nimi, a tym czasem dziękuję za gościnę. - uśmiechnął się smutno. 
- Nie ma za co. - odwzajemniłem ten jakże nietypowy wyraz twarzy. 
- Choć słonko! - ponagliła go ciocia. 
- Oczywiście. - odpowiedział i po chwili siedział już w granatowym samochodzie. Kiedy odjeżdzali miał uchylone okno. Pomachał mi na pożegnanie, a po jego policzku spłynęła duża, słona łza....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz