czwartek, 12 lipca 2012
Rozdział VI
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
***
Po kilku minutach, wszystkie walizki były już w samochodowym bagażniku, a my siedzieliśmy w środku. Oczywiście nie zdążyłem zakupić słuchawek, ale kogo to obchodzi...Dobrze, że mogę pomóc Eiji'emu...to jest ważniejsze niż jakies tam słuchawki.
Przejeżdżaliśmy ulicami uśpionego już Tokio. Była godzina 3:00. Niektórzy wracali z różnych przyjęć, dyskotek i innych tego typu rzeczy. Widziałem także kilku bezdomnych. Żal mi takich ludzi. Przecież też powinni mieć normalne życie...
Około godziny 11:00 dotarlismy na miejsce. Byłem bardzo podekscytowany. Niestety nie wiedziałem najgorszego. Ciocia chciała, żebyśmy przyjechali, bo nie chciała zostawić Eiji'ego samego. Razem z wujkiem wzięli sobie urlop. Chcieli jechać na wakacje...Z tego co zrozumiałem na Bali. Moi rodzice mieli jechac razem z nimi, ale tego nie raczyli nam już powiedzieć. To dlatego tak bardzo spieszyliśmy się z wyjazdem. O 13:00 mieli samolot. Nie mogę zrozumieć tylko, dlaczego ciocia nie chciała wziąć Eiji'ego. Przecież to ich syn. Jest jedynakiem, z pieniędzmi też nie mają problemów wiec sądzę iż jego także powinni zabrać.
Inoue była wściekła. Także chciała jechać na Bali. Ale jak to z nią bywa. Biedne dziecko zostało zabrane na wakacje. Teraz był tylko jeden problem...Kochana Inu nie miała stroju kąpielowego, ani wielu ubrań nadających się na wakacje. Więc z wybiciem godziny 11:30 wszyscy udali się na zakupy. Zostaliśmy tylko my.
- Um....Eiji? Dlaczego nie pojechałeś z nimi? - zacząłem.
- A czy cokolwiek wiedziałem? Niee... nie zostałem nawet łaskawie poinformowany o tym, że zamierzają gdziekolwiek jechać. Z resztą i tak bym nie pojechał. - tłumaczył.
- Dlaczego?
- A do czego im ogonek? Mnie lepiej jest zostawiać w domu. Tylko psuję zabawę. Kiedyś mi to powiedzieli. Miałem wtedy 11 lat. Zapamiętałem więc...Nie pcham się na tego typu wyjazdy..
- O...rozumiem. To musi byc przykre. Prawda? Nigdzie nie jeździć, bo twoi rodzice cię nie chcą...
- Dokładnie. - zwrócił wzrok na podłogę. - Ale ja już się do tego przyzwyczaiłem więc nie robi mi juz żadnej różnicy czy ja pojadę, czy nie. Przyzwyczaiłem się już do bycia samym.
- Ale teraz zostajemy oboje. - wyszczerzyłem się.
- Taaak...cieszę się wiesz? - uśmiechnął się.
- No przecież, że wiem. - uderzyłem go w plecy. - Wstawaj! Głodny jestem!
- Ah...Tak! O Matko! Przepraszam! Na śmierć zapomniałem. Musisz być bardzo głodny! - biegał zmieszany.
- Nie jest aż tak źle! Uspokój się - śmiałem się na głos. On na prawdę działa na mnie uspokajająco.
12:00. Wrócili. Inoue wymieniła tylko zawartość torby i już ruszali na lotnisko. Pożegnaliśmy się z nimi. Szczerze...cieszyłem się, że zostanę sam z kuzynem. Na prawdę. Na początku byłem zły, że nas nie wzięli, ale...teraz...Teraz niech już jadą! Ile czasu można się żegnać...
- Mamo! Jest 12:20! za 40 minut macie odprawę. Jeżeli teraz nie wyjedziecie, to możecie powiedzieć Bali sayonara! - krzyczałem.
- Ojejku..dobrze do zaobaczenia za 2 tygodnie. - powiedziała ciocia z bananem na twarzy, po czym wszyscy wyszli z domu.
- Um...to co będziemy robić, przez ten cały czas? - zapytałem.
- Em...szczerze...nie mam pojęcia! - oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Uh.... - westchnąłem. Chciałem porozmawiać z im na temat tego maila, chociaż nie wiedziałem, czy to dobry moment. No ale, skoro mieliśmy spędzić, ze sobą 2 tygodnie, musiałem wiedzieć jak mógłbym umilić mu czas. - E...Eiji? - zacząłem.
- Tak?
- Chciałbym porozmawiać o mailu, którego mi niedawno wysłałeś.
- Aha....Rozmumiem. W takim bądź razie co byś chciał wiedzieć?
- Powiedz mi do cholery co się dzieje. Fakt w mailu zawarłeś mniej więcej to co chciałeś mi przekazać jak sądzę, ale ja wiem, że to nie jest wszystko. Ja to po prostu czuję.
- Tak...masz rację. To nie wszystko, ale czy to na prawdę takie ważne?
- TAK! Ważne. Jak mam Ci pomóc muszę wiedzieć jak.
- Ale, przecież nikt nie prosił Cię o pomoc...
- Ja sądzę coś innego. W tym co napisałeś ukryty był przekaz. Ja to wiem. Więc nie wciskaj mi kitu, że nic się nie dzieje. Eiji! Daj sobie pomóc!
- Ale ja nie chcę pomocy! - krzyknął i wybiegł z domu.
- Nie ma co. Nieźle zacząłeś Toshiro. Na wstępie kłótnia. Wspaniale. - westchnąłem i ruszyłem za chłopakiem.
Nie miałem pojęcia gdzie on może być. Nie znałem tego miasta.
- No i jak ja go teraz znajdę! - krzyknąłem do siebie.
Nagle zauważyłem paczkę chłopaków otaczającą kogoś kołem. Tym kimś był Eiji. Nie sądzę, że byli to jego koledzy. Oni czegoś od niego rządali. Po chwili, zaczęli go bić.
- No kurwa...tego już za wiele. Wyzywać go mogą, ale nie bić! - powiedziałem do siebie. W sumie to wyzywać też go nie mogą. Nie pozwalam. Podbiegłem do bandy, znęcającej się nad Eiji'm. W drodze policzyłem ilu ich mniej więcej jest. Pięcioro...yh...niech się dzieje co chce. Ja nie dam im go bić. Zacząłem odciągać zbirów od poszkodowanego. Nie podobało im się to oj nie...
I tak oto wdałem się w bójkę...10 minut po wyjściu rodziców. Suodko...będę musiał poradzić sobie z nimi. Nie chcę wyjść na głupka i słabeusza przed Eiji'm. Nie wiem dlaczego ja się tak staram, aby widział mnie w jak najlepszym świetle.
Jeden z nich, wysoki brunet kopnął leżącego Eiji'ego.
Tego już za wiele. - nagle jakby stąpił na mnie nieopisany przypływ siły. Wystarczały 3 ciosy, abym pokonał przeciwnika. Nigdy nie lubiłem się bić. Nie ciągnęło mnie do tego. Nie chciałem uszkodzić sobie moje ślicznej buźki. Ale Eiji to Eiji. Jego nikt nie ma prawa tykać.
Tak więc po kilku sekundach, po chłopakach nie było sladu. Pomogłem Eiji'emu wstać.
- Gdzie Cię boli? Jak się czujesz? - zadawałem pytanie po pytaniu.
- O...okej. - powiedział cichym, prawie niedosłyszalnym głosem.
- Chodź do domu.
- Mhm...
***
- Co to byli za goście? - zapytałem kiedy byliśmy już na miejscu.
- A...tacy tam...nic ważnego..
- No kurwa widzę, że nic ważnego! A to to co?! Też nic ważnego?! - krzyczałem wskazując na jego rany. Nic nie odpowiedział tylko zwrócił głowę w dół. - Dobra daj...Zdezynfekuję Ci to. Ale..Eiji..błagam..powiedz mi co się dzieje. Ja na prawdę się o Ciebie martwię. Myslisz, że chcę oglądać tą śliczną buźkę, niebieściutkie oczy...całego Ciebie w takim stanie? - nie wiedząc kiedy do oczu napłynęły mi łzy, a w gardle powstała ogromna gula,przez którą nie byłem w stanie wypowiedzieć ani słowa więcej.
- T...Toshiro... - chłopak siedział jak wmurowany.
- Daj sobie spokój. - powiedziałem, po czym wyszedłem z domu. Fakt zachowałem się podobnie jak on. Zostawiłem go samego w tak opłakanym stanie. Nie znałem miasta, nie wiedziałem gdzie idę, po prostu chciałem pozbyc się tej guli. Chciałem przemyśleć to i owo. A przede wszystkim...dlaczego zaczęło mi tak bardzo zależeć, aby ta blond czupryna nie cierpiała i czuła się szczęśliwa...czyżbym? NIE! To nie możliwe. Przecież nie jestem gejem...jakbym mógł zakochać się w Eiji'm...do tego..przecież to moja rodzina. Nie! To jest niemożliwe....prawda?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz