czwartek, 12 lipca 2012

Rozdział VII

Pisane podczas burzy ^_^


***



Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )


***




Po kilkunastu minutach postanowiłem wrócić. W końcu zostawiłem go samego, bez opieki. A jeżeli coś mu się stało? 
Wszedłem do domu. Eiji siedział na kanapie. Nawet nie zdezynfekował sobie ran. Było tak, jak zostawiłem wychodząc.
- Gomen. - zwróciłem się do niego. 
- O...okej. - odparł. - Em...jeżeli na prawdę chcesz wiedzieć...powiem Ci. Skoro tak się o mnie martwisz. Jako jedyny. Sądzę, że nie powinienem, przed tobą tego ukrywać. 
- Um..rozumiem...i dziękuję. Dziękuje, że jednak postanowiłeś mi powierzyć swoją tajemnicę. 
- A więc.- chłopak zaczął swoją opowieść. -  Kiedy to mieliśmy od was wyjechać, pamiętasz? - kiwnąłem tylko głową. Nie chciałem mu przerywać. - Tego samego dnia wyszło na jaw, że firma mojego ojca zrobiła jakiś przekręt. Dowiedziałem się o tym następnego dnia w szkole. Rodzice nawet nie raczyli mnie uprzedzić. Od tamtej pory kiedy choć na krok wyjdę z domu, spotykam kilkuosobowe grupki krzyczące na mój temat najróżniejsze wyzwiska. Inne przechodzą od razu do sedna sprawy. Obrywanie więc od tygodnia nie jest mi obce. Mógłbym powiedzieć, że ból jest moim towarzyszem. 
- Ale...
- Dlaczego? - przerwał mi. - Dlatego, że dzieki temu rodzice niektórych dzieciaków stracili pracę, zostałem pośmiewiskiem, ale  nie to boli mnie najbardziej. Jestem ciekaw co stanie się z tymi ludźmi...jak będą żyć? Może skończą na ulicy? A to wszystko przez głupotę mojego ojca.
- Eiji...nie obwiniaj się tak. Skąd mogłeś wiedzieć, że cos takiego nastąpi? 
- Mogłem to przewidzieć...
- Niby jak? Przecież nie jesteś robotem, nie czytasz ludziom w myślach.
- Ale...
- No właśnie. Nie musisz się obwiniać, bo przecież nic nie wiedziałeś. 
- Ale mogłem wiedzieć! Ile razy chodziłem do biura ojca...mogłem coś zauważyć...
- Błagam...
- Teraz mam przesrane do końca życia. Tutaj nie mam już przyszości. - spóścił głowę.
- A więc jedź z nami do Tokio. - chłopaka zamurowało. Zaskoczyłem go dzisiaj już chyba 3 raz. - No co?!
- N..Na prawdę?  Mógłbym? 
- No jasne! Tylko, żeby twoi rodzice się zgodzili! 
- Porozmawiam z nimi jak wrócą.
- A tym czasem, gdzie masz apteczkę? 
- Jaką apteczkę? A do czego Ci?
- Jak to do czego? Chyba trzeba to zdezynfekować! Musisz się umyć, przebrać. Masz zamiar tak wyglądać przez 2 tygodnie? Nigdy Ci na to nie pozwolę...
- A..no tak - podrapał się po karku zmieszany , po czym wstał i poszedł do łazienki. 
Po 30 minutach blondyn pojawił się w salonie. Miał na sobie białą podkoszulkę, oraz szare dresowe spodnie. Czuprynkę miał mokrą, no bo po co ma ją suszyć skoro jest już prawie 20:00? 
- I jak? Lepiej? - zapytałem kiedy usiadł przy blacie kuchennym 
- O niebo. - uśmiechnął się. - Sssss...ał. - syknął. 
- Hm? Gdzie Cię boli? 
- Tu. - wskazał palcem na ranę obok wargi. 
- No to gdzie masz tą apteczkę? - spytałem już chyba 5 raz. Ile razy można pytać o to samo?
- Powinna leżeć w szafce w łazience. 
- Okjee... - powiedziałem i poszedłem po medykamenty. Wchodząc do łazienki poczułem przyjemny zapach czekoladowego płynu do kąpieli. 
- Jednak go kupił. - powiedziałem do siebie i uśmiechnąłem się.
 - Dobra. W takim bądź razie, panie pacjęcie, proszę się wygodnie rozsiąść na kanapie. Lekarz Toshiro się tobą zajmie. - powiedziałem kiedy znalazłem się w salonie.
- Ależ oczywiście. - odparł po czym spoczął na kanapie, a ja mogłem spokojnie działać. Muszę powiedzieć, że ran i otarć miał całkiem sporo. Starałem się sprawiać mu jak najmniej bólu (wiem, że to dość dziwnie brzmi, przynajmniej dla mnie, ale na TAKIE scenki trzeba będzie jeszcze trochę poczekać dop. aut. ). Kiedy skonczyłem postanowiłem zrobic kolację. 
- Eiji? 
- Hm?
- Lubisz czekoladę? 
- No jasne. A kto nie lubi? 
- No ta...a krewetki?
- Kocham.
- A...ym...sok?
- No pewnie, dziwne pytania zadajesz...
- A jaki najbardziej? 
- Porzeczkowy. 
- Okjeee...a co sądzisz o połączeniu czekolady z krewetkami?
- Dość dziwne połączenie, ale czemu nie. 
- A jeśli ktoś by Ci zaproponował takie danie...zjadłbyś je?
- Um...pewnie tak. Można spróbować. 
-  Mógłbyś pozwolić na chwilę do kuchni?
- Jasne. 
- Usiadź proszę.
- Okeeeeeeej....
- I wcinaj. - postawiłem chłopakowi moje autorskie danie przed nosem.
-  A..um..więc dlatego te pytania? 
- No jasne. Danie mojego autorstwa. Mam nadzieję, że bedzie Ci smakować.
- Um...no zobaczymy. - wziął jedną z krewetek do ust.
- I jak? - czekałem z niecierpliwością na werdykt.
- Hm....muszę stwierdzić, że...to jest nadzwyczajne. Jak ty na to wpadłeś?
- E tam. Kiedyś postanowiłem połączyć moje ulubione przekąski. Czyli krewetki z czekoladą. No i tak wyszło to coś co masz w tej chwili przed sobą. 
- Musisz zacząć łączyć więcej swoich ulubionych potraw. - uśmiechnął się po czym nic już nie mówiąc, konsumował to co dla niego zrobiłem. 

1 komentarz:

  1. O boże, weź pisz dalej. to jest takie genialne , bożeboże<3
    kce dalej ;__;

    OdpowiedzUsuń