wtorek, 14 sierpnia 2012

Rozdział X


Narracja pierwszoosobowa  ( Toshiro )

Na pociąg nie musieliśmy czekać długo. Po zaledwie 15 minutach siedzieliśmy już w czerwonych, wygodnych fotelach. Żałowałem, że nie wziąłem gitary. Nie grałem już ponad 2 tygodnie. Niestety na razie grać i tak nie będę mógł.
- Toshiro?
- Hm?
- Wziąłeś kąpielówki?
- No jasne.
- Aha.
- Nie mów, że nie wziąłeś. - zacząłem się smiać.
- No pewnie, że wziąłem. - powiedział to trochę niepewnie.
- Ale? - powiedziałem zadziornie.
- Ale nie ten kolor.
- A jaki wziąłeś?
- Nie ważne.
- No pooooooowiedz... - zobiłem słodką minkę. - Przecież się nie będę śmiał. Jak chcesz to pierwszy Ci powiem.
- No to powiedz.
- Ja mam....uwaga uwaga. CZARNE! - zamachałem teatralnie rękoma. - Teraz ty. - wytknąłem język.
- ...
- Jakie? Bo nie dosłyszałem.
- Różowe!
- O. haha. - zasmiałem się. - I to o to chodziło?
- Noo...chopak w różowym stroju kąpielowym?
- I co w tym takiego dziwnego? Popatrz na tych wszystkich pływaków.
- Ale oni mają przeważnie czarne stroje.
- Aaaaa! Nie prawda!. Bo wczoraj jak poszedłeś do łazienki, a ja sprzątałem, to jeden z pływaczków wystroił się w takie żarowiasto-różowe gacie. -wyszczeżyłem się.
- Ale to wiesz...gwiazdy i w ogóle.
- Ty też jesteś gwiazdą. A teraz nie marudź, bo od pływania się nie wymigasz. - wytknałem na niego wskazujący palec.  - Zrozumiano?
- Wiesz co?
- Co.
- Czasem jesteś gorszy od moich rodziców.
- No wiem.
- Ale w wielu rzeczach jesteś lepszy.
- W jakich na przykład?
- Nie zostawiasz mnie samego.
- Ah...
- Jesteśmy na miejscu. Chodź. - złapał mnie za rękę a mi zrobiło się, jak zwykle gorąco.
Po wyjściu z pociągu skierowaliśmy się prosto na plażę. Dzień był bardzo ciepły. Wręcz upalny, dlatego taki odpoczynek dobrze nam zrobi.
- Eiji...
- Hm?
- Wskakuj w kąpielówki.
- Ani mi sie śni.
- No jak to? Przyjechałeś tutaj pociedzieć na piasku? Równie dobrze mogłeś iść do piaskownicy.
- Na pewno nie w tym różowym świństwie.
- To dlaczego nie wziąłeś innych?
- Dlatego, że spieszyłem się i nie spojrzałem na kolor. A one leżały obok niebieskich.
- I wszystko jasne. Ale...w takim bądź razie, dlaczego kupiłeś różowe? Nie mów, że znowu się pomyliłeś?
- Nie. Nie pomyliłem się. - wytknął mi język. - To prezent od babci. Wiesz...ból, że nie ma jedynej wnusi cały czas odbija się na moich prezentach. A dlaczego? Bo do mnie ma najbliżej i za każdym razem kiedy przyjeżdża, kupuje mi coś. Od pozytywki po własnie różowe gacie.
- Uuuu...znam to uczucie.
- No ale co. Przecież nie powiem do niej ' Babciu przywoź mi MĘSKIE prezenty, albo wcale'. To by ją kompletnie załamało.
- No taak...Eh...dobra. Daj te gacie. Ja je założę...
- Na serio? - momentalnie się rozpromienił.
- Ano. Skoro mam pływać sam. Poświęcę się.
- Ah! Jesteś wspaniały!. - zaczął podskakiwać jak mała dziewczynka, która właśnie dostała ogromnego lizaka, albo nastolatka, która znalazła na wyprzedaży jakąś modną torebkę.
- No wiem, wiem. - uśmiechnąłem się. Patrzyłem na niego i nie dowierzałem, że jest ten to  sam chłopak, którego widziałem 5 lat temu. To było niemożliwe. Tak radykalna zmiana może nastąpić chyba tylko w filmach. A jednak. Cieszy mnie to. I to bardzo.

Pomimo tak ładnej pogody było stosunkowo mało ludzi. Malutkie grupki osób porozrzucane po całej powierzchni, czyniły plażę jeszcze większą niż w rzeczywistości była. W sumie cieszyłem się z takiej frekfencji. Nie zawsze zdarzało mi się paradować w takich ubraniach. W takim ubraniu, prawdę powiedziawszy. Moją uwagę przyciągnęło troje nastolatków. A dokładniej dwie dziewczyny i chłopak. Rodzeństwo? Nie byłem pewien. Jedna z nich, długowłosa, szczupła brunetka z rudą grzywką, jak przypuszczam dopinaną, ale kto tam wie, robiła na piasku najróżniejszej trudności akrobacje. Natomiast druga, siedziała na żółtym kocu wraz z chłopakiem i obserwowała wyczyny siostry jak mniemam. Ta również miała długie, ciemne włosy, oraz grzywkę, w tym samym kolorze. Co wszyscy rzucają się na te grzywki? Ale co ja się czepiam. Przecież sam również mam takową. Natura nie poszczędziła dla niej niczego. Figurę miała wręcz idealną. Jej czerwony strój kąpielowy rzucił mi się w oczy. Był bardzo ładny. Krojem podobny do stroju akrobatki, ale jej był w odcieniach pomarańczu. Dlaczego zważam na takie rzeczy? Przecież to mój blonadsek miał paradować po plaży w różowych gaciach, gdyby nie moja wspaniałomyślność, aby mu tego oszczędzić. W sumie...to chętnie bym go w tym zobaczył. A tym czasem, to ja będę brany na języki. Nie wiem jakie to wyzwiska popłyną w moją stronę z falami wody, ale na pewno nie obejdzie się bez ' haha patrzcie. pedał w różowych gaciach.', ale czy dużo sie pomylili? Ani troszkę. W końcu jestem pedałem. Ah...wciąż w to nie wierzę. A jednak.  A więc... ten chłopak, miał włosy mniej więcej tego samego koloru co jego towarzyszki. Dobrze ułożone. Mógłbym żec, że bardzo dobrze...
- Toshiro? - z zamyślenia wyrwał mnie właściciel chabrowo niebieskich oczu.
- Hm?
- Widzisz tę trójkę tam? - wskazał swym smukłym palcem w stronę osób, które przed chwila obserwowałem.
- Ano.
- Możeby podejść i się przywitać? - zapytał. - Wyglądają dosyć przyjaźnie.
- Czemu nie? - sam siebie zadziwiam.
- To chodź. - zaczął biec.
- Ej! No poczekaj! - ruszyłem za nim.
- Hej! - zaczął rytuał zapoznawczy. - Jestem Eiji Matsushito. Miło mi was poznać.
- Cześć. - odezwał się chłopak. - Nam również. Siadajcie. - dodał kiedy zdążyłem do nich dobiec.
- Nazywam się Toshiro Sugiyama. - wydyszałem a on się roześmiał.
- Siadaj już bo tutaj padniesz. - dodał. - Jestem Koichi Nakanori.
- A ja Harumi Nakanori. - wtrąciła dziewczyna siedząca obok chłopaka. - Widzicie tą tam. - wskazała na agrobatkę. - To Mayu.
- Czyli jesteście rodzeństwem. Zgadza się? - zapytałem.
- Tak. - uśmiechnał się Koichi.
- Może opowiedzielibyście nam trochę o sobie? Wyglądacie bardzo interesująco. - roześmiał sie Eiji.
- Hm...co by tu opowiadać. Mieszkamy w Shizuoce. Aktualnie jesteśmy u rodziny w Osace. Dokładniej u babci. Jeżeli chodzi o wiek, to wszyscy mamy po 17 lat. - usmiechnął się. - Jak to możliwe? - uprzedził moje pytanie. - Ja i Harumi jesteśmy jakby to powiedzieć...bliźniętami.
- Dwujajowymi. - wtrąciła ciemnowłosa.
- Natomiast Mayu jest naszą przyrodnią siostrą. Nasza mama zginęła w wypadku samochodowym 6 lat temu. Jakiś palant wyprzedzał ciężarówką ' na trzeciego' jak to się mówi i zepchnął ją. Niestety było dość wysoko...przepaść i takie tam. - spuścił głowę.
- Przykro nam. - powiedziałem.
- Już się z tym pogodziliśmy. - usiłował wymusić uśmiech. - Natomiast Mayu...Jej tata umarł na raka mniej więcej w podobnym czasie co mama. Nasi rodzice ponownie się pobrali... - zatrzymał się. - Hm...4 lata temu? Tak..to chyba tyle nie? - zwrócił się do Harumi, a ona potwierdziła jego słowa skinieniem głowy. Niestety niedawno...bo niecały rok temu jej mama także zmarła. Została bez rodziców. No ale ma nas i wspieramy ją jak tylko się da. Kochamy ją.
- Rozumiem. - uśmiechnąłem się. - Przykro mi z jej powodu. Na prawdę.
- Każdemu jest przykro. - dodał.
- Wracając do tematu o nas. Niedługo przenosimy się do Tokio. Ze względu na Mayu. Popatrzcie na jej wyczyny. Ojciec za wszelką cenę, chce, żeby spełniła swoje marzenia.
- Chce być akrobatką? - zapytał blondasek.
- Nie. - roześmiał się. - Gimnastyczką. - sprostował.
- Oh.
- Zgłodniałam. - powiedziała po kilku minutach Harumi.
- O! To ja przyniosę. - zaproponowałem. Czułem się dobrze w ich towarzystwie.
- A no właśnie! Idź - poprosił Eiji.
- Już się robi. - i pognałem spowrotem do naszych 'bagaży' . Wróciłem po niecałych 5 minutach. Ponownie zdyszany.
- Co tak długo? - zapytał mój kuzynek. Boże..jak to boli, że on jest moją rodziną.
- Musiałem tego poczukać i złożyć. - wydyszałem, po raz kolejny już dzisiaj. - Prosz. - podałem mu plecak, a on zaczął wyciągać z niego wszystkie smakołyki, które zrobiłem.
- Mayu! - krzyczał Koichi.
- Hę? - zapytała kończąc swój popisowy numer.
- Chodź. Poznasz kogoś!
- Już lecę. - i przybiegła do nas w zastraszającym tępie.
- To Toshiro i Eiji. - wskazał kolejno na nas brunet.
- O miło mi was poznać. Mayu. - lekko dygnęła na przywitanie.
- Wiemy. - powiedzielismy churem.
- Usiądź. - dodała Haru.
- A no właśnie. Teraz wy opowiedzcie coś o sobie. - poprosił Koichi. I tak kolejno zaczęliśmy im opowiadać nasze historie. Oczywiście ja ani słowem nie wspomniałem, że jestem gejem. Jeszcze bym ich wystraszył i co? A dotego przenoszą się do Tokio...może by tak podtrzymać tą znajomość?






1 komentarz:

  1. OMG : O Różowe kąpielówki, zawsze spoko <333 Fajnie go sobie wyobraziłam XDDD Wgl, kce dalej : 3

    OdpowiedzUsuń