Majsz czytaj xd
***
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
Niedziela minęła nam na snuciu planów, jak to przyjemnie będzie nam się mieszkało razem w Tokio. Eiji będzie chodził do mojej szkoły. Moi rodzice postarają się, żeby trafił do tej samej klasy co ja. Jestem tego pewien, zresztą poproszę ich o to. Tymczasem jest poniedziałek, godzina 5:30. Obudziłem się bardzo wcześnie. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie męczyły mnie koszmary, ani nic podobnego. Skoro i tak nie zasnę, postanowiłem więc upichcić coś na śniadanie. Miałem duuużo czasu. Podczas tych dwóch tygodni Eiji zawsze wychodził z pokoju około godziny 9:00. W lodówce było pełno jedzenia. Mogę się popisać i zaimponować blondaskowi. Na samą myśl o tym uśmiech ukazał się na mojej twarzy.
Wstałem i udałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, wyszczotkowałem zęby, włosy zostawiłem tak jak są. Nawet ich nie uczesałem. Same się ułożą jak wyschną. Przynajmniej miałem taką nadzieję. Założyłem szare dresy i czarny, luźniejszy niż zwykle t-shirt, po czym spojrzałem na zegarek. Minęło 30 minut. Świetnie. Miałem jeszcze 3 godziny do pobóki mojej księżniczki. Pędem zbiegłem na dół. Spałem w pokoju gościnnym, który znajdował się obok świątyni spokoju blondaska, dlatego zachowywałem się jak naciszej. Po dotarciu do kuchni, od razu wziąłem się za gotowanie. Nie mogłem zrobić krewetek w czekoladzie, bo to już jadł. Postanowiłem przyżądzić coś z książki kucharskiej. Wbrałem ładnie wizualnie danie, ale dosyć łatwe. Nie chciałem wyjść na głupa i popisać się swym nieumiejętnym zrobieniem, tak łatwej potrawy. Powoli jedzenie zaczynało powstawać.
Narracja pierwszoosobowa ( Eiji )
Jakoś tak ładnie pachnie...Możeby w końcu wstać? Ale tak mi się nie chce...Uh...jak zawsze w poniedziałek. Dziewiąta. Jak sobie pomyślę, że miałbym wstać o szóstej to mi się słabo robi. Możeby iść się trochę bardziej ogranąć niż zwykle? Ale po co? Przecież zakupy zrobione...Przeczuwam kolejny dzień spędzony w domu. Może w Tokio będzie więcej ruchu? Mam nadzieję. - wygrzebałem się z pościeli i powędrowałem do łazienki. Po kilku minutach wyszedłem już jako tako ogarnięty. Założyłem czarne rurki oraz niebieską koszulkę. Nieco ułożyłem czuprynkę i zszedłem na dół.
Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
O! Czyżby Księżniczka się już obudziła? Ahh...a ja własnie skończyłem!- klasnąłem w ręce.
- Cześć. A co ty już na nogach? - zapytał kiedy zobaczył mnie stojącego przy kuchni.
- Słonko, ja jestem na nogach już od piątej trzydzieści. - odparłem.
- Słonko? - zapytał z niedowierzaniem.
- No co. Nie mogłem się do Ciebie tak odezwać? Dobrze. Juz nie będę. Mogę się w ogóle nie odzywać. - zrobiłem zagniewaną minę.
- Aj, nie no coś ty. Nie przeszkadza mi to, ale weź się nie gniewaj.
- A czy ja się gniewam? - wyszczeżyłem się do niego.
- Yh...Toshiro...ja Cię chyba kiedys uduszę wiesz?
- No przecież wiem. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Dlaczego wstałeś tak szybko? - zapytał siadając przy stole.
- Ano, nie mogłem spać, dlatego nie męczyłem się już, tylko przyszedłem zrobić śniadanie.
- Jadłeś już?
- Nieee...
- ROBIŁEŚ ŚNIADANIE 3 GODZINY? - wybałuszył oczy.
- No tak.
- OSZALAŁEŚ?
- Nie. No co ty? Chciałem zrobić coś dobrego. Ciągle krewetek w czekoladzie, albo zupek błyskawicznych jeść nie będziemy ne?
- No nieee, ale dlaczego...
- Dlatego, żebyś się pytał. A teraz nie marudź tylko jedz. Bo wystygnie i co? Całe 3 godziny mojego życia pójdą na marne. - przerwałem mu.
- E..a..no dobra.
- Nie smakuje Ci? - zapytałem po kilku sekundach.
- Nie, nie jest świetne. Ale zastanawiam się nad czymś.
- Nad czym? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście.
- No jasne. Martwi mnie, czy dam sobie radę w Tokio. Czy ludzie mnie zaakceptują...
- Takiego ślicznego blondynka wszyscy będą podziwiać. - chwyciłem go za policzki. - A nauką się nie przejmuj. Sądzę, że poziom jest taki sam jak tu.
- Mam taką nadzieję.
- Nie martw się. Przecież od czego masz mnie?
- Ślicznego blondynka? - zrobił zaczepną minę, a ja poczułem, że się rumienię.
- Ano...Dobra jedz! Bo to zimne już! - nie ma to jak umiejętna zmiana tematu.
- Dzisiaj też będziemy siedzieć w domu? - zapytał kiedy zbierałem talerze ze stołu.
- Um..no nie wiem. A masz jakiś pomysł?
- Właściwie to nie...ale jakby tak wybrać się gdzieś na wycieczkę?
- Co masz na myśli?
- Przecież morze mamy niedaleko...
- Nad morze? - uśmiechnąłem się.
- Czemu by nie. Sądzę, że można by się tam udać.
- To jest nie głupi pomysł wiesz?
- Uwielbiam morze. Przypomina mi dzieciństwo...
- Dlaczego?
- Jak już Ci mówiłem, rodzice zawsze wstydzili się mnie ze sobą zabierać, ale tego dnia, tego jednego dnia pojechałem z nimi nad morze. Nigdy więcej tam nie byłem. Niezapomniane wspomnienia.
- Na prawdę?
- No tak. Sam jakoś nigdy nie chciałem tam jechać. Ale wiesz. To żadna frajda jeżeli jesteś sam.
- A teraz pojedziemy we dwójkę! - Którą mamy godzinę?
- Dziesiąta dwadzieścia pięć.
- Rozumiem. To co? O dwónastej byśmy pojechali?
- Ano. Sądzę, że tyle czasu nam wystaczy, żeby się ubrać.
- I spakować. - dodałem.
- A co ty chcesz brać oprócz kąpielówek?
- A jedzenie? Jakieś koce? O tym nie pomyslałeś mądralo? - zmierzwiłem mu włosy.
- Dobra nie pomyslałem. A teraz zmykaj na górę! Ja skorzystam z łazienki na dole.
- A naczynia?
- Wrzuć do zmywarki. Nic im się nie stanie, jeżeli umyjemy je później.
- No dobra. To lecę! E, E, E, E, E, Eiji! - Krzyknąłem zawracając na schodach.
- Hm?
- Tylko nie wystrój się tak bardzo ok?
- Dlaczego?
- Ano, bo...
- No bo?
- Bo ktoś Cię jeszcze porwie! - zaśmiałem się bardzo głośno.
- Ja Cię!. - zaczął mnie gonić.
- Nie! Nie! Nie bij błagam! - wbiegłem do łazienki i poslizgnąłem się na mokrej podłodze. - Auuu! - złapałem się za tył głow. - Ssssss jak boliiii...
- Toshiro! Ja Cię uduszę, zabiję! - krzyczał biegnąć po schodach. - Co się stało.? - zapytał kiedy zobaczył mnie siedzącego na podłodze.
- Nie nic. Nie ważne.
- No jak nie ważne. Przecież widzę.
- Oj. Poślizgnąłem się.
- No i co? Tak trudno było się przyznać? Mój dumny Toshircio...
- Oj dobra już. - zrobiłem naburmuszoną minę.
- No chodź. Pokarz co sobie zrobiłeś.
- Dobra. Nie trzeba. Idź szykuj się. Ja zaraz przyjdę i zrobię prowiant. - uśmiechnąłem się.
- No jasne. - wyszedł z łazienki, a ja zamknąłem się na klucz.
Wziąłem na ręce trochę gumy i zacząłem układać włosy. Po skończeniu skierowałem się do 'swojego' pokoju. Wyjąłem z szafy czerwone rurki i białą koszulkę z nadrukiem London Eye. Na końcu założyłem czarną bluzę i poszedłem na dół. Podczas przygotowywania posiłku, który mieliśmy zjeść na plaży, do kuchni wszedł Eiji trzymając dwa koce. Ubrany był w czarne rurki i beżową koszulkę bez nadruku. Niebieska bluza podkreślała kolor jego oczu, przez co miałem wrażenie, że mam przez sobą boga. Włosy układały mu sie wymienicie. Jestem ciekaw czy po pluskaniu w wodzie, będzie wyglądał równie dobrze. Chociaż zacznijmy od tego. Kiedy on nie wygląda dobrze? NIGDY! No własnie.
- I jak?
- Już kończę.
- Świetnie. Koce są przygotowane. Niebieski i fioletowy. Pasuje?
- No jasne. Ja chcę fioletowy.
- Uf...już się bałem.
- Czego?
- Że weźmiesz mój kocuś. - pogładził niebieski koc.
- No coś ty. Ja? - zacząłem się śmiać.
- Z czego się tak cieszysz?
- Z tego, że dostanę fioletowy kocyk! - pokazałem mu język.
- Chcesz żebym znowu Cię gonił? - zapytał z szerokim uśmniechem na twarzy.
- Nie, nie , nie błagam. Tylko nie to. - machałem rękoma.
- No właśnie.
- Dawaj plecak.
- Do czego?
- A w czym chciałeś wziąć jedzonko i kocyki?
- No w...plecaku.
- No własnie. A więc przynieś go.
- Już lecę. - pognał.
- Ah...jaki on słodki. - powiedziałem do siebie.
- Już! Może być ten? - przyszedł po kilku sekundach.
- No jasne. Oczywiście z niebieskim?
- No...a nie może być?
- No pewnie, że może. Niebieski to twój ulubony kolor?
- Um. Kojarzy mi się z niebem, morzem...
- A mi z twoimi oczami wiesz? Są śliczne. - patrzyłem na niego. - Em. sorki. - podrapałem się po potylicy.
- Nie, nie spoko. Chodźmy już ok?
- No jasne. - włożyłem jedzenie i koce do plecaka, po czym założyłem czarne trampki i razem z Eiji'm powędrowalismy na przystanek.
***
Klio! Podobało Ci się? ^^
BARDZO BARDZO BARDZO *O*
OdpowiedzUsuńMOJE POWINNO BYĆ JUTRO LUB PO JUTRZE : 3 WIĘC POCZEKASZ SOBIE JESZCZE XDD