Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )
***
- Toshiro.! Leniu śmierdzący wstawaj! Koniec twojego lenistwa! Dzisiaj szkooooła...wiem jak bardzo ją kochasz więc wstawaj! - darła się Inoue, wchodzą do pokoju chłopaka.
- Idź błagaaaam! Idź sobie!
- Nie e! Mama mnie tu przysłała z misją, wiec muszę ją wykonać. - usprawedliwiała się. - Ej...a ty znowu nie wyłączyłeś laptopa? Ile razy Cię o to prosiliśmy...
- Oh...siedziałem do późna i zapomniałem.
- A co ty niby tak późno robiłeś?. - drwiła dziewczyna, podchodząc do urządzenia. - O! Patrz dostałeś maila...od Eiji'ego? Uhuhuh...ciekawa jestem co takiego napisał.
- Nie! Zostaw. Odejdź od komputera! - krzyczałem wygrzebując się z łóżka.
- No weeeź...tylko kawałeczek. - robiła maślane oczka.
- Nie! Wynocha! Możesz powiedzieć mamie, że już wstałem i za chwilę zejdę na dół. A ty....zrób mi śniadanko - wyszczerzyłem się, pokazując rządek białych zębów.
- Phii...jeszcze tego brakowało. - rzekła, zamykając wrota mojej komnaty.
Uh.....jestem ciekawy co takiego mi napisał. Nie odzywał się od czasu wyjazdu więc...
Kliknąłem na ikonkę i zacząłem czytać.
'Ohayo!
Przepraszam, że zwracam się z tym do Ciebie ale wydaje mi się, że to właśnie ty jesteś najlepszą osobą, której mógłbym się zwieżyć. Jeżeli nie chcesz czytać moich wypocin, po porstu skończ tutaj. Natomiast jeżeli chciałbyś mi jakoś pomóc będę Ci ogromnie wdzięczny. A więc...
Jest mi tak okropnie źle, smutno. Nie mam ochoty już żyć. Matka z ojcem jak zwykle pracują. Nie widuję ich praktycznie wcale. Siedzę sam w tym wielkim domu. Dzsiaj wybrałem się na spacer... W nocy. Wiem, że to było głupie, ale po prostu chciałem oderwać się od szarej rzeczywistości. Niesety zgubiłem się.. Wiem, że to śmieszne, bo przecież znam moje okolice bardzo dobrze, ale to prawda. Zgubiłem się. Znalazłem się w jakimś okręgu, w środku lasu. Później znalazłem kotka...Takiego malutkiego, ślicznego kotka. Niestety czegoś się wystraszył....a raczej kogoś. Zacząłem uciekać, przed jakimś okropnym facetem. Gonił mnie do samego domu. Udało mi się wyrwać z jego 'szponów', że tak napiszę, ale wciąż martwię się, że on może wrócić. Wiem, nie jestem malutki, ale to było straszne przeżycie. Chciałbym wrócić do Tokio. Zamieszkać gdzieś niedaleko Ciebie... Ja tu już wariuję Toshiro....
Eiji.'
Zamurowało mnie. Czyżby na prawdę było tak źle, jak napisał... No tak...przecież nie mógł by mnie okłamać, prawda?Nie odpisałem na maila teraz, gdyż miałem mało czasu na przygotowanie się do szkoły, a chciałem zrobić to co Eiji pokazywał mi w czasie jego jakże krótkiego pobytu w moim domu.
Wyłączyłem komputer po czym udałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic. Wciąż myslałem, co się dzieje z Eiji'm ... Martwiłem się. Szczerze się martwiłem, przecież była to moja rodzina. Bardzo bliska rodzina.. Wyszedłem spod przysznica. Zacząłem działać. Wykonywałem kolejno kroki, tak jak to robił chłopak. Po kilku minutach, mogłem ujrzeć wspaniałe rezultaty. Podziałało. Co tu ukrywać, wyglądałem zjawiskowo, inaczej, jednym słowem- zabójczo.
Wyszedłem z łazienki i skierowałem się do szafy. Chciałem dopełnić swój wygląd jakimś fajnym strojem. Po krótkim zastanowieniu, ubrałem czarne rórki, fioletową koszulkę i czarną bluzę. Kilka dodatków typu: pasek, kolczyki i mogłem ruszać.
Kiedy znalazłem się na dole, oczy domowników zwróciły się na mnie natychmiastowo.
- No no Toshiro, ale się wystroiłeś. - zaczął ojciec, czego byłem wręcz pewny. On nigdy sobie nie odpuści.
- Daj spokój, bo go zawstydzasz. Wygląda ślicznie. - tym razem mama dała o sobie znać.
- Ślicznie? Błagam was... Wygląda niczym bóg. - zaśmiała się Inoue, ale jej wypowiedź nie miała byc dla mnie komplementem, tylko zwykłą drwiną.
- Dajcie sobie wszyscy spokój. - rzuciłem i wyszedłem z domu, uprzednio zakładając ulubione, czarne trampki.
Idąc do szkoły, ciągle myślałem nad sytuacją kuzyna.
Może by odwiedzić go? Ale to przecież daleko...nie dałbym rady w tak krótkim czasie, jakim jest jeden dzień. Możeby poprosić rodziców o zwolnienie ze szkoły? Tak...to możebyć dobry pomysł, ale czy pozwoliliby mi na tak daleką podróż samemu...sądzę, że nie. INOUE! Tak...musiałbym ją poprosić...ale ona na pewno będzie żądała czegoś w zamian...sprzątania, usługiwania jej? U niej wszystko jest możliwe. Nikt nie wie co kryje się w jej małem móżdżku...Będę musiał spróbować. Przecież nie mogę go tak zostawić...
Lekcje minęły mi nadzwyczaj szybko. Oczywiście Eiji nie dawał spokoju moim myślom. Nie uważałem na żadnej lekcji...no bo po co? W przeszłości uczyłem się sam, więc to co oni mi teraz mówią mam w małym palcu. Wolę posiedzieć, porysować, może napisać coś, aniżeli słuchać nudnych wykładów na tematy dawno mi już znane.
Kiedy wróciłem do domu, postanowiłem zapytać się rodziców o pozwolenie na wyjazd, ale jak zwykle nie było ich w domu...praca. Oczywiście. Głupi pracoholicy. Miałem tego już dosyć, chociaż w sumie, mogłem robić co żywnie mi się podobało. Ale co za dużo wolności to nie zdrowo. Nawet kiedy oni byli w domu, mogłem robić co chiałem... Niestety o wyjazd lepiej się zapytam, jeszcze wyszłaby z tego nie wiadomo jaka afera i mojej wolności mógłbym powiedzieć ' sayonara' .
Inoue pewnie jeszcze nie wróciła. Jak zwykle szwęda się gdzieś z przyjaciółmi, kiedy ja jej potrzebuję, ale kiedy ona czegoś chce...muszę być na jedno kiwniecie palcem. Tak...hierarchia w mojej rodzinie obowiązywała. Przynajmniej wśród dzieci. Czytaj mnie i Inoue.
Postanowiłem nie odpisywać jeszcze na maila Eiji'ego, gdyż może udałoby mi się do niego pojechać. Wtedy oznajmiłbym mu to już za jednym razem. W takim bądź razie, poszedłem do salonu, uprzednio biorąc z lodówki pierwszy lepszy sok. Postawiłem karton na szklanym stoliku, po czym podszedłem do mojej jakże dużej kolekcji płyt DVD. Miałem ochotę na obejrzenie jakiegoś horroru. Wybrałem pierwszy w rzędzie, włączyłem go i usiadłem na kanapie.
Film nie był straszny. Muszę przyznać, że w niektórych momentach nawet mnie śmieszył. Grafika dobra, ale efekty specjalne...sztuczna krew...porażka. Jedna wielka porażka. Znudzony oglądaniem udałem się do kuchni. Jednak sam sok po długim dniu nie wystarczył by zaspokoić mój głód. Zabrałem się do przygotowywania, jakiegoś prowizorycznego obiadu. Miałem ochotę na kreweki, ale w domu były tylko małże. Fe..nie nawidzę małży. W dodatku wziąłem ostatni karton soku, jaki widniał w lodówce. W takim bądź razie, byłem zmuszony iść do sklepu. Wziąłem pieniądze, założyłem buty i ruszyłem w stronę najbliższego supermarket.
Po chwili stałem już w środku. Pierwszym działem, do którego sę skierowałem był dział z napojami. Włożyłem do koszyka sok po jednym kartonie z każdego rodzaju. Nie brałem tylko malinowego. Prawdę mówiąc nie przepadałem za malinami. Także ten sok, sokbie odpuściłem. Następnie poszedłem po krewetki. Wziąłem 5 paczek.
- No to dzisiaj na obiadzik wcinamy krewetki. - powiedziałem do siebie, po czym udałem sie do działu z czekoladą. Wziąłem duuuuużo czekolady. Nie bałem się, że przytyję. Zjadałem jedną czekoladę na dzień. To była część mojej diety. Prawdę mówiąc czekolada towarzyszyła mi wszędzie. Nawet eksperymentowałem trochę z nią. Krewetki w czekoladzie. Może to dziwnie brzmi, ale lubię to połączenie. Do tego sok i mogę umierać.
Po skończeniu zakupów, poszedłem do domu. Nie zatrzymywałem się już nigdzie. Fakt faktem, musiałem kupić sobie nowe słuchawki, ale to kiedy indziej. Chociaż, muszę je zakupić przed wyjazdem. Jak ja wytrzymam tyle czasu bez mojej muzyki? Zdechnę. To jest pewne.
Gdy dotarłem do domu, od raz wziąłem się za robienie obiadku. Wziąłem rondel i zacząłem rozpuszczać w niej czekoladę. Następnie przyżądziłem krewetki. Kiedy czekolada była gotowa, pojedynczo zanurzałem w niej krewetki, po czym odkładałem je na talerzyk. Czekolada nie spływała z nich, gdyż rozpuściłem 3 tabliczki, bez dodawania do nich niczego, co mogło spowodować zmianę jej konsystencji.
Po 15 minutach jedzonko było gotowe. Nareszcie. Dawno nie jadłem tego specyfiku mojego autorstwa. Nalałem do szklanki soku. Tym raze był on jabłkowy i zacząłem konsumpcję.
Podczas spożywania posiłku do domu wróciła Inoue.
- Fu...a ty znowu jesz to paskudztwo. - zaczęła od samych drzwi.
- Nie paskudztwo. Nie wierzysz to sama sprawdź. - wetknąłem jej do buzi jedną z moich malutkich przyjemności.
- Eh..no dobra muszę przyznać, że nie jest takie złe. - powiedziała z pełną buzią i poszła na górę zanieść torbę.
- I...Inoue? - zacząłem kiedy usiadła obok mnie i zaczęła podjadać MOJE jedzenie. Wiedziałem, że jej zasmakuje.
- Mhm? - mrukneła tylko, biorąc kolejne krewetki do ust.
- Mam pytanie. Ale poczekaj, zaraz przyjdę. - pobiegłem na górę po laptopa. Postanowiłem pokazać jej maila od Eijiego. Może wtdy będzie bardziej łaskawa i zgodzi się ze mną jechać? Bądź co bądź nie była złą siostrą. Nie oddałbym jej nikomu, ale czasem potrafiła zaleźć za skórę. - Chiała przeczytać maila od Eiji'ego, prawda? - zacząłem, schodząc ze schodów.
- No jasne! dawaj! - podekscytowana, 'skakała' na krzesle.
- Masz czytaj, a kiedy skończysz, będe miał do ciebie prośbę. Zgoda?
- Dobrze. Zgadzam się. - powiedziała.
- W takim razie proszę. - odparłem, podsuwając jej laptopa pod sam nos.
- O jejciu... - zaczęłą kiedy skończyła czytać.
- No właśnie, dlatego proszę Cię teraz, abyć pojechała ze mną do cioci i wujka.
- A...ale teraz? W tym momencie? Już? - zadawała mnóstwo pytan.
- Nie nie już. Ale Jeszcze w trym tygodniu. Najlepiej jutro, ale wątpię byśmy zdążyli do jutra. W takim razie w środę, ewentualnie w czwartek. - ciągnąłem.
- J...jasne, że pojadę. Nie możemy lekcewarzyć tego co nam napisał... - sam nie wierzyłem, że niczego nie żąda.
- Świetnie. Dziękuję. Teraz zostaje nam tylko poprosić o wyjazd rodziców. Ale...Inu, nie chcę pokazywać im tego co napisał. Wtedy mogłoby wyjśc coś...a ja nie chciałbym tego. Jeszcze rodzice zadzwoniliby do cioci i Eiji...miałby przerąbane. A tego nie chcę. Na prawde nie chcę. - tłumaczyłem.
- Oczywiście. To chyba jasne. Ale jest jeszcze jeden problem. Czy oni zgodzą się puścić nas w środku roku szkolnego...
- No i właśnie tu jest ten problem. Gula, przez którą utrudniona będzie nam pomoc Eiji'emu.
- Tak...masz rację. No. Posłuchaj mnie teraz. Jeżeli rodzice nie będą chceli się zgodzić na wyjazd...niestety będziemy musieli pokazać im tego maila. Tylko zaznaczymy im, żeby nie puszczali pary z ust. Będą musieli to zrozumieć. - powiedziała.
- Rozumiem. No dobrze. Tak zrobimy.
Po upływie 30 minut, drzwi frontowe się otworzył, a w nich ukazali się rodzice. Byli w bardzo dobrych chumorach, więc razem z siositrą postanowiliśmy uderzyc teraz.
- Mamo! Tato! Mamy do was prośbę. - zaczęła ona, gdyż jej zawsze rodzice pozwalali na więcej.
- Nie! My pierwsi. Słuchajcie. Ciocia z wujkiem chcieliby abyśmy przyjechali do nich na 2 tygodnie. Zgodziliśmy się. My wzięliśmy juz urlop, natomiast....czy chcecie jechać z nami? Wiem, że macie szkołę i może nie chcecie jej opuszczać...
- NIE! JEDZIEMY Z WAMI! - krzyknęlismy jednocześnie, przerywając naszej rodzicielce.
- W takim razie załatwione. Dzwonię do dyrektora waszej szkoły. A wy natychmiast się pakować! Wyjeżdżamy jeszcze dzisiaj w nocy. Tak chciałam, żeby zostali dłużej... - zarządziłą mama.
- Tak. - oboje przybiliśmy ' piątkę'.
- Udało sie co... - powiedziała Inu.
- Tak... - odpowiedziałem, po czym westchnąłem i pędem pognałem do mojego pokoju.
Po 2 godzinach pakowania. Byłem gotowy. W pokoju zostawiłem nieziemski burdel. Inoue siedziała u mnie na łóżku. Pomimo, że to ona jest dziewczyną, ja miałem większy kłopot co ze sobą zabrać.
- Wiesz... cieszę się, że jedziemy - zaczęła kiedy pakowałem fioletowe rórki.
- Ja także. Będziemy mogli mu pomóc...może nie jakoś specjalistycznie. Ale przynajmniej przez te 2 tygodnie nie będzie sam.
- Toshi? - zaczeła..
- Hm?
- Ale jeżeli rodzice będą musieli wrócic wcześniej...
- Poprosimy ich, o dłuższy pobyt. - uśmiechnałem się.
- To dobrze. Na prawdę zaintrygował mnie jego mail. - dodała.
- Mnie też Inu, mnie też... O! A co ty na to...
- hm? - przerwała mi,
- A możeby tak...poprosić ciocię i wujka, żeby przenieśli Eiji'ego do naszej szkoły. Wtedy zamieszkał by z nami...nie byłby sam...
- To świetny pomysł...ale niestety nie wykonalny. - pokazała mi język.
- Dlaczego nie wykonalny? Przecież można spróbować.. - broniłem swojego.
- Można, można, ale czy to coś da? - zapytała wychodząc.
- Nie wiem, ale spróbować nie zaszkodzi. - westchnąłem zamykając zwalizkę.
***
wiem, że nie jest to nadzwyczajne... ._.
KOBIETO, TO JEST NADZWYCZAJNE . TO JEST GENIALNE. CHYBA LEPSZEGO OPOWIADANIA NIE CZYTAŁAM .__.
OdpowiedzUsuńOMNOO, KOCHAM <3