piątek, 27 lipca 2012

Rozdział VIII


No to teraz opko. napisałam je bez weny. Opuściła mnie i nie chce wrócić... bu. :< Fakt faktem pomysłów na dalsze przygody mam duuuużo, ale żeby je skleić potrzeba trochę czasu.
Rozdział VIII pisany specjalnie dla Klio <3 masz doczekałaś się. Przepraszam, że taki krótki ^^

***

Narracja pierwszoosobowa ( Toshiro )

***

2 tygodnie wolnego dobiegały powoli końca. Podczas nich ja z Eiji'm bawiliśmy się wyśmienicie. Z dnia na dzień poznawałem go coraz lepiej. Naprawdę się zmienił. Jest bardziej otwarty na ludzkie problemy, zachowania, dostrzega piękno wszystkiego co go otacza. Jednego dnia nawet zaczął filozofować na temat zwyczajnej, drewnianej łyżki. Czyżby ta samotność, aż tak bardzo odbiła się na jego duszy?
- Juhu...Toshiro, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - z zamyślenia wyrwał mnie podniesiony już głos chłopaka.
- Y, y...tak, tak...przepraszam, mógłbyś powtórzyć? - podrapałem się w tył głowy. Było mi głupio.
- Mówiłem, że trzeba by się przejść kupić coś do jedzenia. Lodówka świeci pustkami...Wiesz...czasem mam wrażenie, że mnie olewasz...
- Ależ skąd! Eiji co ty...
- Dobra, dobra chodź, idziemy - blondyn zaczął podążać w stronę drzwi.
- Em...Eiji?
- Tak?
- Masz zamiar wyjść tak z domu?
- Ale, że jak? - nie rozumiał.
- A to? - wskazałem na jego dolne części ciała. Stał w szarej koszulce z żółtym napisem 'Bitch please I'm fabulous', którą jak mi mówił dostał od byłej 'przyjaciółki' i w czarnych bokserkach, które nie powiem...świetnie leżały na jego pośladkach.
Boże o czym ty myślisz idioto?
- Aaa...ok zaraz wracam... - pognał na górę.
Uff...te myśli mnie zamęczą...czy to może być prawda? Nie błagam. Gejem...to jeszcze przeżyję, ale żeby zakochać się w swoim kuzynie?! To już jest chore...Matko kochana przecież oni mnie zabiją...Może jednak to tylko chwilowe? Ta...chwilowe od 2 tygodni? A  więc to prawda. Jestem gejem, zakochałem się w swoim kuzynie. Zajebiście...
- Ok, już. Możemy iść - wyszczerzył się po czym wyszliśmy z domu.

Zakupy zrobiliśmy dosyć szybko. Fakt mało to one nie były, ale jak się biega po sklepie i ładuje do wózka co wpadnie w ręce, to później co się dziwić, że niesie się po 4 torby.
- Toshiro...
- Hm?
- Dziękuję.
- Za co?
- Za to, że mogę mieć takiego przyjaciela. Na prawdę to dla mnie dużo znaczy. Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Nie ma za co. -  uśmiechnąłem się. - Dzięki tobie nie jestem odludkiem.
- Może pójdziemy na chwilę na plac zabaw? Dawno tam nie byłem. - zapytał.
- No jasne. - lubiłem takie miejsca. Mogłem się powygłupiać do woli, po czym znowu stać się mrukiem.
- O! Ktoś tam jest...a przecież tutaj nigdy nikt nie przychodził.
- Hm... - pomimo wszystko i tak postanowiliśmy tam iść. Kiedy doszliśmy do huśtawek, położyliśmy zakupy przy słupku i usiedliśmy. Huśtając się cały czas obserwowaliśmy owe osoby. Były to dwie dziewczyny. Mniej więcej równe wzrostem. 'Bawiły się' na karuzeli. Krzyczały niemiłosiernie. Nie mogąc wytrzymać hałasu wrócilismy do domu. Eiji jednak koniecznie chciał gdzieć iść. Nie dziwię się mu. W końcu ile czasu był sam. Miał dosyć siedzenia w domu.
- Toshiro?
- No?
- Może gdzieś pójdziemy?
- Um...no nie wiem. Ja nie znam tej okolicy.
- Na moim placu zabaw, są te dziewczyny... do parku jakoś nie mam ochoty więcej iść...może... - jego wypowiedź przerwał telefon.
- Rodzice. - powiedziałem, po czym odebrałem. - Tak?
- Toshiro?
- Nom.
- Masz gdzies tam Eiji'ego?
- No tak. Stoi tu obok mnie.
- To proszę włącz na głośnomówiący. Chcemy wam coś przekazać.
- Jasne. - zrobiłem to o co prosiła mama.
- Słuchajcie chłopcy. Mamy do was pytanie.
- Słuchamy. - odpowiedzieliśmy churem.
- Nie będziecie źli,jesli zostaniemy tu jeszcze tydzień? Niestety przegapiliśmy samolot... a następny będzie w przyszłą niedzielę.
- Jak to przegapiliście? Przecież macie go dopiero jutro... - powiedział niedowierzając.
- No tak..ale dzisiaj się dowiedzielismy, że został odwołany.
- To w koncu go przegapiliście, czy został odwołany? - zniecierpliwiłem się. Coś mi tu nie grało.
- Został odwołany. - wtrąciła się ciocia.
- A więc. Wszystko już macie załatwione. Dzwoniliśmy do szkoły. Następny tydzień też macie wolny. O nic nie musice się martwić. - dokończyła mama.
- Jasne...
- Mamo! - wtrącił Eiji.
- Słucham słońce?
- Posłuchaj. Razem z Toshiro utrzymujemy dobre relacje. Mógłbym żec bardzo dobre. Mam prośbę. Czy mógłbym przenieść się do Tokio? Chodziłbym do szkoły razem z nim. Tutaj i tak nie mam przyjaciół...szczególnie po tym incydencie z tatą. wiesz...
- A gdzie byś chciał mieszkać? To jest największy problem.
- Mógłby mieszkać u nas! - wtrąciłem.
- Eiji...jeżeli ciocia się zgodzi. Możesz jechac do Tokio.
-  A ja nie mam nic przeciwko temu. - tym razem w telefonie było słychać głos mamy.
- A więc Eiji jedziesz ze mną! - krzyknąłem i przytuliłem się do niego. Po moim ciele przeszły ciarki, a w sercu coś załomotało. Jednak to nie zauroczenie. Teraz to poczułem. Od tej chwili...zrobię wszystko, żeby mój chłoptaś był szczęśliwy. I TYLKO mój. Nie oddam go nikomu.              

1 komentarz:

  1. o boże. DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ <3
    Boże, nie. to jest takie piękne <33 Kij że krótkie, ważne że coś napisałaś <3 OMG i kce dalej ;__; ale nie zmuszam Cię już, jak skleisz to wszystko w kupę to napisz a ja przeczytam : 3 serio, genialnie piszesz <3
    omno, jeszcze raz dziękuję i czekam na dalszą część <3

    OdpowiedzUsuń